Parlamentaryzm jest najodpowiedniejszą formą organizacji dla społeczeństwa opartego na pracy najemnej i wyzysku mas ludowych przez posiadaczy kapitału.
Piotr Kropotkin

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Nowe historie o policjantach i politykach. Wywiad z Z. Liberą

rozbrat.org

Libera 2Zbigniew Libera: Jola Brzeska, czy Max Itoya nie ucierpieli przez takie zjawy jak kapitał francuski czy niemiecki tylko przez polski model kapitalizmu o faszystowskich rysach charakteru.

W dniach 27-29 grudnia w galerii Raster w Warszawie można było obejrzeć wystawę Zbigniewa Libery "Nowe Historie". Stało się to okazją do rozmowy o współczesnych inspiracjach i dyskusji o możliwościach kultury w zmianie świata. Publikujemy poniżej wywiad ze Zbigniewem Liberą przeprowadzoną przez Tamarę Kluma specjalnie dla rozbrat.org

Tamara Kluma: Pamiętam taki szablon sprejowany na murach przed kilku laty- z podpisem „za mundurem panny sznurem” przedstawiający policjanta, czy innego takiego w bojowej pozie a w ślad za nim czeredę kostuch. Za to policjant na twoim zdjęciu jest jakiś podłamany… Jakby mu już co najmniej kostucha w oczy zajrzała. No i te tory tramwajowe, urywające się tuż za jego plecami niczym osie czasu, który dobiegł końca.

Zbigniew Libera: Ta, delikwent jest w sytuacji granicznej i niewykluczone, że ma jakieś halucynacje (śmiech). Ale niekoniecznie widzi kostuchę – może widzieć rozmaite rzeczy, ponieważ rozpacza nad tym co uczynił. Prawdę mówiąc wyboru „bohatera” zdjęcia dokonałem inspirując się postacią  policjanta z Poznania – Tomasza Wolińskiego. To taki gość, który, cytując go: „może ci pokazać co to znaczy komuś jebnąć” i zaraz po złożeniu takiej oferty lubi się poznęcać. Nie on jeden. Słyszałem niedawno od Sancza z Rozbratu, że po ostatnich takich seansach, gdzie ofiarami byli skłotersi, sąd umarza postępowania jedno po drugim [możesz przeczytać o tym TUTAJ – red.]. Przeciwko temu policjantowi też. Taka reguła rządzi w naszym kraju nie tylko kiedy stroną są skłotersi. Za to na moim zdjęciu tamten policjant będzie wyrażał skruchę dłużej niż będzie trwać jego służba.

TK: Cóż, przysłowie o sprawiedliwości nierychliwej wykonuje tu nieoczekiwany obrót znaczenia.

ZL: Powiem jeszcze, że Cezary Kosiński, który wcielił się w rolę wrażliwego policjanta ubrany jest w kostium w którym grał Makbeta. Jak wiemy Makbet zgodnie z przepowiednią Czarownic ginie, natomiast sytuacja postaci z mojego zdjęcia nie wydaje się przesądzona…

TK: Przychodzą na myśl inni szekspirowscy chłopcy z ferajny, taki Hamlet np. – „być albo nie być” brzmiałoby tu jak „bić albo nie bić”. Skojarzyło mi się, bo Uniwerek Wrocławski przyznawał ostatnio  „Chamlety” za obsceniczność – faszystowska „Zadruga” i ONR zgarnęli nagrodę.

ZL: Obsceniczność to niezły trop – ujmę to tak (w pewnym skrócie), że czy to policjant, czy polityk - grają po prostu w grę, która rządzi się określonymi regułami, podobnie jak aktor, który musi znaleźć się w narzuconej inscenizacji - w naszej/tej sytuacji można by ją określić jako subtelnie zmontowany porządek społeczny, system. 

Z kolei osoba, uświadamiająca sobie, że jej dotychczasowe życie było jakby rolą w teatrze zaczyna też zdawać sobie sprawę z jakiejś części siebie, która poza teatr/grę  wykracza i wtedy często zaczyna się zachowywać obscenicznie/niescenicznie, tak jak ten tu wrażliwy policjant (śmiech).

TK: OK, widać, że on przestał być instrumentem, ale jeszcze nie wyraża czegoś innego od uświadomienia sobie bycia instrumentem. 

ZL: Jednak prawdziwie twórcza energia, jakiś pomyślunek, a nie tylko odgrywanie roli zawsze zaczyna się dopiero w momencie podwyższonej wrażliwości i w jakimś sensie zależy od nie-działania.

TK: Patrząc na to zdjęcie trudno oprzeć się domysłom, co wydarzy się potem…

ZL: Wydaje mi się, że jakiekolwiek „potem” zależy od „wewnętrznego policjanta” patrzącego – już samo trwanie w roli widza jest narzucaniem tego co może się wykluć. Wybudzenie się z psychicznego automatyzmu nie jest zaś łatwe, ponieważ we współczesnej kulturze steruje się nami tak byśmy byli widownią. Po to byśmy konsumowali fantazmaty, za pomocą których narzuca się nam wzorce postępowania i bardziej ogólne reguły gry, wręcz sam jej sens.

TK: Masz jakiś przykład pod ręką?

ZL: Nieskończenie wiele. I nie ma co wybiegać za daleko, ponieważ sfera polityki na lokalnym poziomie daje ich nieskończenie wiele i jakże wyrazistych w swej patologii. Generalnie chodzi o to by wprowadzać do obiegu takie osoby-tematy-memy, które najlepiej nadają się by podtrzymywać obecne reguły gry w politykę i pomijać lub usuwać, także w sensie dosłownym, te które jej przeszkadzają. Jeśli chodzi o osoby weźmy takie pary - zabity przez policjanta Max Itoya i spalona Jolanta Brzeska – i takie medialne spodki jak „kibol  Staruch”, czy „mama Madzi” - spektakularny wymiar ich losów dobrze odzwierciedlają reguły i poziom gry. Sprawdź sobie chociażby ilość wpisów przypadających w jakiejkolwiek gazecie na temat tych osób, samo to wiele ci powie - no weź, teraz sprawdź na swoim komputerk

TK: OK, mamy – „Staruch”, czyli Polska Republika Futbolowa : Max Itoya - 244 do 11.

ZL: Otóż to, w tym kraju to sytuacja wręcz nie do pomyślenia, żeby wynik był inny, nie...?

Libera 3

 

ZK: Można powiedzieć, że „Staruch” ma lepszych obrońców.

ZL: No tak, szczególnie wśród polityków  i ze strony mass mediów – oczywiście nie wszystkie będą go bronić, bo przecież spora część publiki nie tego oczekuje - ważne tylko, by pozorować konflikt i unikać tematów istotnych rozdymając do monstrualnych rozmiarów wszystkie inne. Nie ważne czy monstrum zaraz pożre nas wszystkich. Liczy się tylko kasa i władza, co akurat na jedno wychodzi. A w przeciwieństwie do  „Starucha”, zabójstwo na tle rasowym to nie jest konik, na którym ten czy ów polityk bez wysiłku podjedzie trochę do przodu, co nie?

TK: Jak to w ogóle możliwe, że wciąż tkwimy w tym narodowo-kiczowatym teatrzyku grozy?

ZL: Nie pojmuję tego. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że za ileś lat znajdziemy się w takiej atmosferze, to bym nie uwierzył. Nie ulega jednak wątpliwości, że to pokłosie polskiej polityki ostatnich kilkunastu lat – w to bezustanne huśtanie nastrojami nacjonalistycznymi umoczony jest cały tutejszy establishment z Kaczorem Donaldem na czele. Pamiętam też np. kiedy Małysz zdobył kolejne złoto - w Gazecie Wyborczej był artykuł o tym, że całemu światu udowodnił, ze DNA Polaka jest lepsze od innych nacji.

Naprawdę nieszczęściem jest, że jeszcze nigdy żadna partia, czyli politycy i wspierający ich media, finansiści, naukowcy, nie zapłacili za sytuację do której doprowadzili, no powiedzmy NSDAP częściowo została rozliczona, ale już taki wspierający ją Bayer po prostu przerzucił się na farmację i nawozy sztuczne, a teraz m.in. GMO. 

TK: A jak uważasz, skąd w naszym kraju tak podatny grunt dla nacjonalizmu, przecież wszyscy tu kiedyś dostali ostry wycisk od Adolfa?

ZL: Tak, to powinna być wystarczająca odtrutka, ale nie jest. Ten temat w ogóle jest dość złożony,  można by wskazać na warstwę kulturową i historyczno-polityczną, tylko, że wybacz nie mam teraz ochoty nurkować w tych ciemnych miazmatach. Dość powiedzieć, że cały ten nacjonalizm to ślepa uliczka dla bandy oszołomów, a z drugiej strony parawan dla kilku grubszych ryb, dążących do tego, by wyzysk tzw. „wolnego rynku” globalnego zastąpić wyzyskiem kapitału polskiego. Biorąc pod uwagę nasze lokalne, polskie standardy w tej mierze, pewnie szybciej niż myślimy, znaleźlibyśmy się tam gdzie Jola Brzeska, czy Max Itoya – bo przecież oni nie ucierpieli przez takie zjawy jak kapitał francuski, czy niemiecki tylko przez polski model kapitalizmu o faszystowskich rysach charakteru.

TK: Kapitał myśli globalnie, ale zabija lokalnie. Za to zagraniczne misje wojskowe w wykonaniu polskich żołnierzy to sama szlachetność, bohaterstwo i chwała zgodnie z linią orzecznictwa sądów i ogolonego na łyso weterana-pieniacza, sponsorowanego przez firmę zbrojeniową [czytaj TUTAJ – red.]

ZL: No oczywiście! A wracając jeszcze na polskie ulice, trudno nie zauważyć, że pożyteczni idioci o łysych głowach - jako ci rzekomo stanowiący największe zagrożenie - świetnie służą za parawan dla antyspołecznej polityki, a także jako powód dla ograniczania podstawowych praw obywatelskich, np. do zgromadzeń. Mówiąc krótko – brzydką prawdę systemu w tym kraju ukrywa się w brunatnym fałszu. Ku chwale ojczyzny, ma się rozumieć.

TK: Cóż, zdaje się też, że patriotycznym obowiązkiem jest milczeć, gdy dzieje się coś złego. Czy to nie łamanie nakazu milczenia stoi za występującymi na przemian, bezkarnymi atakami nacjonalistów i policji na skłoty, lokatorów i ich obrońców?  Wczoraj warszawski aktywista został  zgarnięty z ulicy, wciągnięty do radiowozu i rozebrany do naga - atmosfera zastraszania gęstnieje…

ZL: Zwróć uwagę, że oprócz wspólnego mianownika w postaci wymuszania kształtu wspólnoty pod dyktando ekonomii, wszystkie te akty agresji mają swoje odzwierciedlenie w kreowanym przez media obrazie ofiar – najczęściej, w stylu: „oni sobie na to zasłużyli”. Oczywiście nie wprost, to się najczęściej subtelnie sugeruje, żeby zahipnotyzowany odbiorca mógł identyfikować się z brutalną rzeczywistością bez zgrzytów sumienia. Sumienie to z punktu widzenia ekonomii wróg publiczny nr 1 - przeszkadza w zyskach, więc musi być uśpione. Debord w analizie społeczeństwa spektaklu nazwał to „zapośredniczonym przez obrazy stosunkiem społecznym między osobami”. Niestety, pomimo śmiałych prób przełamywania bariery spektaklu przez różne akcje w przestrzeni miejskiej i działalność mediów oddolnych, reżim mediokratyczny jest tak szczelny, że odbiera nam możliwość skutecznej komunikacji w najistotniejszych kwestiach dotyczącej wspólnoty. Niby jesteśmy razem, ale podzieleni niczym więźniowie w swoich celach.

Libera 1

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian