Idea, zgodnie z którą ubodzy mają prawo do odpoczynku, zawsze była szokująca dla bogatych.
Bertrand Russell

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Gentryfikacja kroczy przez centrum. O wystawie Jerzego Kosałki

Kris

kosałka mini

 

24 października 2014 r., na otwarcie II urodzin Anarchistycznej Klubo-Księgarni Zemsta, zaprezentowano wystawę. Nic niezwykłego, lokal poznańskich anarchistów jest też swoistą galerią i nie raz służył za „przestrzeń wystawienniczą”, a niektóre wernisaże przeradzały się w ciekawe debaty wokół poruszanych przez artystów kwestii społeczno-politycznych (zob. np. tutaj). Wystawa Jerzego Kosałki, związanego z anarchizująca Legendarną Grupą LUXUS, jest jednak w tym ciągu czymś wyjątkowym i osobnym, w pewien sposób domykającym opowiadaną przez „zemstowych” artystów historię (polityczną), z drugiej zaś strony – otwierającym pole nowej, krytycznej debaty nad stanem obecnym i o możliwych strategiach oporu.

„Instalator Jerzy Kosałka”. Napis z minimalistycznego plakatu, zgodnie z obowiązującym zasadami designu, mówi wszystko i zarazem nic. Cała wystawa „gada” tak naprawdę dopiero wtedy, gdy oglądamy ją w całości. Wtedy zyskuje inny niż humorystyczny wymiar, dając się odczytać jako krytyka zaangażowania artystów w procesy gentryfikacyjne (i samego zjawiska gentryfikacji), używania sztuki jako narzędzia „rewitalizacji”, a także ukrywania za fasadą działań artystycznych łatwej do skomercjalizowania semantycznej pustki.

Jerzy Kosałka, w przeciwieństwie do wielu swych dawniej zbuntowanych kolegów, nie popadł ani w cynizm, ani martyrologię. Zamiast złośliwie punktować minusy nowej rzeczywistości, stara się raczej analizować procesy społeczno-polityczne, a także wykorzystywać język władzy i kapitału do podważania neoliberalnej narracji.

Instalator Jerzy Kosałka” to bardziej projekt, rzecz niejako „w procesie”, niż typowa wystawa. Poszczególne prace artysty, pochodzące z różnych lat, mogą wydać się banalne, pozbawione sensu albo w najlepszym razie – być rodzajem żartu. Tymczasem zestawione razem w anarchistycznej klubo-księgarni usytuowanej w centrum miasta okazują się spójną wypowiedzią artystyczno-polityczną. Kosałka związany jest z Wrocławską Szkołą Instalacji, ale ta nazwa i ta uwaga ma też charakter zwodniczy. Gdybyśmy chcieli omawianą „wystawę” wyizolować z kontekstu miejsca, okazałaby się kompletnie bez sensu, jak bez znaczenia pozostają jej poszczególne elementy.

Ulica Fredry, podobnie jak inne zakątki Poznania, zagrożona jest gentryfikacją, którą politycy i biznesmeni lubią nazywać eufemistycznie „rewitalizacją”. Miejsca podobne do Zemsty – a więc kluby, kawiarnie, galerie – stanowią często (nawet nieświadomie) firankę zasłaniająca prawdziwe, brutalne zmiany wymierzone w uboższą część społeczności. Forpocztą gentryfikacji najczęściej są właśnie artyści – przekonani, że robią dobrą robotę, swą pracą „ożywiają” teren, na którym wkrótce pojawia się „nowa burżuazja”. O jej powrocie do centrum zrobiliśmy film, który możecie obejrzeć TUTAJ. Dotychczasowi mieszkańcy, początkowo nawet zaciekawieni, nie do końca rozumieją zmiany, ale słyszą stale, że to „w ich interesie”. Wkrótce „z korzyścią dla wszystkich” okolica staje się atrakcyjna dla inwestorów, czynsze idą w górę, a dotychczasowi lokatorzy są wysiedlani na obrzeża. Nie stać ich na życie w zrewitalizowanej dzielnicy. Na miejscu instaluje się klasa średnia, a artyści wkrótce orientują się, że i oni do niej nie należą, choć zaprojektowali ten „nowy wspaniały świat”.

Tym zjawiskom, ich demaskowaniu i podważaniu poświęcony jest projekt Jerzego Kosałki. Pierwsza jego część znajduje się na zewnątrz. To element projektu „Gentryfikacja”, w tym przypadku – „Gentryfikacja klubu Zemsta”. Artysta przymocował nad szyldem lokalu piaskową tablicę z napisem „Jebać rząd”. W innych przestrzeniach miałyby pojawić się inne tablice, również inspirowane napisami z murów (np. ”HWDP”). Jedną z idei gentryfikacji, niesionej w dużej mierze przez tzw. hipsterów, jest skanalizowanie antysystemowego, ulicznego przekazu i uczynienie go przyjaznym nowym, cynicznym odbiorcom. Klubo-kawiarnia, jaką jest Zemsta, zawsze jest formą balansowania na granicy elitarności, rodzajem gry z istniejącym porządkiem. To miejsce służy m.in. temu, by sztuka przestała być fetyszem, a stała się działaniem społecznym i politycznym. Istotne są realne zmiany, wyczulenie na sztukę bez sensu lub niebezpieczną poprzez swoją elitarność wybór taki, gdzie robotnicy sztuki się jednoczą ('workers of the art world, unite') i gdzie w ramach projektu artystycznego warunki bytowe bezdomnych w Bytomiu ulegają jakiejkolwiek, nawet najmniejszej poprawie.

Po odsłonięciu tablicy wchodzimy do lokalu, gdzie czeka nas „instalacja wodno-elektryczna”. Miska z wodą, kilka miedziaków, podpis artysty, nad wszystkim żarówka. To wszystko. Kapitalizm jest systemem, który potrafi spieniężyć wszystko i zupełną bzdurę sprzedać jako wartościowy, powodujący wzrost atrakcyjności produkt. Forsując gentryfikację, namawia się często artystów, by zrobili kilka „instalacji”. Jakichkolwiek. Sztuka uszlachetnia, buduje „atrakcyjność inwestycyjną”, zatem fontanna czy podświetlona miska są warte grube miliony „nowej burżuazji”. Jej nazwa przypomina nam o czymś jeszcze – o pracy, którą gentryfikacja ukrywa, choć sama jest możliwa tylko dzięki niej. Kiepsko opłacanej, fizycznej, często „na czarno” bądź na śmieciowych umowach. To prawdziwy koszt rewitalizacji.

Lokal przy ulicy Fredry wypełniony jest zielenią. Sztuczną. Artysta zamontował kilka kręcących się roślin, które wprowadzają lekko psychodeliczny nastrój, co kiedyś może miałoby charakter kontrkulturowy, dziś jednak jest jeszcze jedną rozrywką biznesmenów. Całość nazywa się, trochę ironicznie, „Bio-art” i jest polemiką z semantycznie pustą „awangardą”.

Zieleń uspokaja. Nie dajmy się zwieść pozorom. Jesteśmy w mieście, w którym rządzący radni lekką ręką poparli częściową likwidację klinów zieleni. Mimo oporu społecznego, także ze strony anarchistów, rewitalizacyjnego szaleństwa nie udało się zatrzymać, a część „płuc miasta” padnie wkrótce łupem deweloperów. Kręcące się przysłowiowe „paprotki” powinny nam o tym zawsze przypominać. Gentryfikacja też zaczyna się od wystawienia kwiatków i leżaków przed kawiarnię, co przykrywa tylko mniej ładne oblicze „uszlachetniania”.

Idziemy dalej. Między oknami kolejna instalacja „Polska żółć”. Kilka butelek, w nich szmaty, biało-czerwona naklejka, żółtawa ciecz. To metafora uniwersalnego wkurzenia, społecznego gniewu, często nazywanego w polskich mediach „populistycznym” lub „ekstremistycznym”. W Poznaniu opór ogniskuje się m.in. wśród pracowników sztuki. Niedawno mieliśmy tu 50. urodziny Teatru Ósmego Dnia, połączone z Festiwalem Okupacyjnym, łączącym przekaz polityczny z artystycznym. Kosałka, wespół z anarchistami, użył do swej instalacji fragmentu baneru, który przypominał o walce pracowników tej instytucji zarówno o własne miejsce pracy, jak i prospołeczne zmiany w mieście. Polska żółć to także krytykowane przez polityków „anarchizowanie”. Tylko od nas zależy, jak wykorzystamy jej wywrotowy potencjał zbudujemy nowy autorytaryzm (bo podobną retorykę podchwytuje też skrajna prawica) czy wywalczymy miasto dla ludzi.

Zbliżamy się do części kawiarnianej. Tutaj spotykamy słynny „Plan bitwy pod Kłobuckiem”. Jak pisze sam artysta: to jedna z tych bitew, których autentyczności się nie sprawdza, jeszcze jedno wydarzenie do kolekcji, nikt nie wie czy prawdziwe. To też pytanie o politykę historyczną. Praca Kosałki, wykorzystująca popularny papier pakowy, to obraz lub – jeśli ktoś woli – opakowanie puzzli, ewentualnie gry. Ostatnio popularne są patriotyczne planszówki i to jest dodatkowy, współczesny kontekst instalacji, która powstała oryginalnie w 1986 r. Od tego czasu była wielokrotnie reprodukowana, przerabiana, remiksowana. Sam Kosałka mówi, że to jego odpowiedź na ideę praw autorskich i związany z nimi przemysł. Z drugiej zaś strony opatrzył dzieło politycznym komentarzem. „Bitwa”, zrobiona techniką „przypadkowego malarstwa” Pollocka, zaopatrzona w legendę (żeby było wiadomo, którzy to „my”, a którzy to „oni”), przedstawia w istocie nie wydarzenie historyczne, a konflikt społeczny. Dziś – pisze Kosałka „ich” jest więcej, ale „my” też wciąż stawiamy opór i jesteśmy silni. Obecna polityka historyczna wymazuje raczej historię społecznego oporu i organizowania się zwykłych ludzi, skupiając się na wojnach, zmianach u steru władzy i patriotycznych zrywach. Tożsamość próbuje się konstruować na wydarzeniach, które z punktu widzenia innych ich uczestników mają znaczenie co najwyżej epizodyczne – rozmawialiśmy o tym przy okazji projekcji filmu „Powstanie zwykłych ludzi” oraz wernisażu wystawy Ryszarda Góreckiego. Ironia losu sprawiła, ze praca Kosałki trafiła do podręcznika drugiej klasy gimnazjum, dając niektórym nauczycielom możliwość dyskusji na temat historii jako ideologii.

Ostatnie dwa elementy „wystawy” są niejako ze sobą powiązane. Oto, tuż przy wejściu do toalety, znajduje się kiczowaty ołtarzyk. Maryjka jest wypełniona Coca Colą, a butelka napoju – domniemaną wodą święconą. Instalacja ta nosi nazwę „Cud przemiany (sacrum w profanum)”. Kicz religijny jest popularny wśród nowej klasy średniej, choć rzadko bywa traktowany poważnie – trochę na takiej samej zasadzie, na jakiej wcześniej zaanektowano symbole buntu. Cola i Maryja to zarazem symbole tożsamościowe, jak i banał. Jednocześnie odnoszą nas one do dwóch potężnych zjawisk, z którymi zmagają się między innymi anarchiści – religii i kapitału. Wszak funkcjonujemy w mieście, w którym karty pragnie rozdawać biskup Stanisław Gądecki – pisaliśmy o tym TUTAJ. Podświetlona instalacja bawi, ale też wzbudza lekki niepokój – zupełnie jak poczynania władzy i kleru.

Na koniec rzecz najbardziej zwodnicza – seria „podróbek” popularnego, wyżej wspomnianego napoju gazowanego, tutaj mającego nazwę CosalCa (bądź jak kto woli CosalCola) i dostępnego w wariantach dla każdego: fana/nki techno, ekologa/żki, dbającego/ej o linię. Rynek wchłonie i ureguluje wszystko. Do tego duże logo nad blatem, w miejscu gdzie „zwykłe knajpy” umieszczają reklamę sponsora. Czy w przypadku gentryfikacji takim ukrytym sponsorem nie jest też rewitalizujący przestrzeń artysta? Kosałka zostawia nas z tym pytaniem i zachęca do krytycznego spojrzenia na to coraz powszechniejsze zjawisko.


Wystawa czynna do 14 listopada (wtorek - niedziela,10-22).

kosalka

 

Tego samego autora

Brak pasujących artykułów


Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian