System pracy najemnej jest wynikiem przywłaszczenia indywidualnego narzędzi produkcji i ziemi; jest on zarazem koniecznym warunkiem rozwoju produkcji kapitalistycznej: wraz z nią musi też zginąć.
Piotr Kropotkin

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Mięso i polityka

Jarosław Urbański

ubjZ lotu ptaka widzimy przeciętne osiedle mieszkalne, w dole dostrzegamy sylwetki ludzi, dachy domów i samochodów, bawiące się na boisku dzieci. Potem kadr przesuwa się wzdłuż malowniczych pól uprawnych, na których zauważamy pracujące maszyny rolnicze. Tak zaczyna się film „To tylko zwierzęta" Łukasza Musiała i Adama Ptaszyńskiego. Powoli jednak zza horyzontu wyłania się szereg zabudowań, a muzyka zaczyna brzmieć coraz bardziej agresywnie. Kiedy budynki wypełniają cały kadry, orientujemy się, że znaleźliśmy się w innym świecie – codziennego cierpienia i śmierci. Współegzystuje on z naszym, przeczuwamy jego istnienie, ale go nie znamy.


Masowy ubój

Przez ostatnich 20 lat każdego roku zabijało się w Polsce od 15 do 25 mln świń, sto kilkadziesiąt milionów kurczaków, kilka milionów krów, byków i cieląt oraz niezliczone ilości innych zwierząt: koni, królików, owiec, kaczek, gęsi, norek, kóz, karpi, dzików czy jeleni. Polska stała się jednym z największych producentów i eksporterów mięsa w Europie. Wytwarzanie mięsa, skór, futer i innych produktów pochodzenia zwierzęcego odbywa się w kilkudziesięciu tysiącach różnej wielkości przedsiębiorstwach: gospodarstwach, fermach, ubojniach, zakładach przetwórczych, laboratoriach. To gigantyczny przemysł. Obroty samego rynku mięsnego szacuje się na 40 mld zł rocznie.

O warunkach panujących w większości zakładów świadczy relatywnie wysoka śmiertelność zwierząt hodowlanych. W przypadku świń w trakcie hodowli umiera ich rocznie w naszym kraju ponad 1,5 mln, czyli więcej niż 10 proc. populacji. W literaturze fachowej wśród przyczyn wymienia się różnego typu choroby wirusowe, skręty jelit czy owrzodzenie żołądka spowodowane sposobem odżywiania. Jednak jako czynnik najczęściej prowadzący do śmierci podaje się „niewłaściwe zarządzanie": nadmierne zagęszczenie, za ciasne kojce, nieregularne karmienie, utrudniony dostęp do pożywienia i wody (za mało karmników czy za krótkie koryto), za wysoką temperaturę panującą w chlewniach itd. Mówiąc mniej eufemistycznie i „technologicznie", zwierzęta się duszą, umierają z głodu i pragnienia, osłabione padają ofiarą chorób, a „ogłupiałe" dokonują także samookoleczenia. Trudne i nienaturalne warunki prowadzą też do kanibalizmu: zjadania uszu, ogonów czy boków. Mnożą się w takich przypadkach infekcje. Pod dachami tuczarni i innych zakładów hodowlanych, pokrywającymi całymi hektarami nasz krajobraz, trwa gehenna setek milionów zwierząt, które zanim trafią na nasze stoły, przechodzą niewyobrażalne katusze.

Skazani na schabowy

Centrum produkcji zwierzęcej w Polsce jest Wielkopolska. Tu koncentruje się największa liczba ferm i zakładów przetwórczych. Co ciekawe, jeszcze 100–150 lat temu w jadłospisie przeciętnej rodziny chłopskiej w tym regionie nie znaleźlibyśmy mięsa. Był to towar luksusowy, podawany na stołach ziemian i mieszczan, eksportowany do bogatszych krajów. Chłopi, a przede wszystkim robotnicy rolni – oczywiście raczej z przymusu niż z wyboru – pozostawali w zasadzie jaroszami.

Jednakże w historii gospodarczej Wielkopolski od stuleci ważny był eksport zwierząt i mięsa do krajów za zachodnią granicą. W momencie gwałtownej industrializacji Niemiec w II połowie XIX w. okolice Poznania i Bydgoszczy stały się zapleczem przemysłowej produkcji rolniczej dla rodzącej się potęgi ekonomicznej Rzeszy. Wówczas to upowszechniła się na przykład hodowla świń, których ponad połowa trafiała do Niemiec, głównie do Berlina i na Dolny Śląsk. W ten sposób ukształtowały się zręby przemysłowej produkcji hodowlanej w Wielkopolsce, a mięso stało się – choć nie musiało – jednym z głównych źródeł protein i jednocześnie przyczyną szeregu chorób, np. związanych z układem krążenia.

Spożywanie mięsa stało się synonimem dostatku. Jemy go w Polsce w przeliczeniu na głowę mieszkańca coraz więcej. W ciągu ostatnich 10 lat konsumpcja mięsa wzrosła o około 15 proc.

Rzeźnik i nauczyciel

Masowe zabijanie zwierząt i produkcja mięsa na przemysłową skalę są możliwe tylko dzięki utrzymywaniu rygorystycznego podziału pracy. W rzeźniach zatrudniane są najczęściej osoby zajmujące najniższą pozycję społeczną. Według badań socjologicznych prestiż rzeźnika i oborowego jest wielokrotnie niższy niż nauczyciela.

Kiedyś byli to właśnie wielkopolscy robotnicy rolni, analfabeci, przymuszani do pracy na folwarkach pod rygorem postfeudalnych ustaw zabraniających im się organizować i strajkować. Dzięki ich pracy na mieszczańskie stoły w Berlinie i Breslau trafiały kiełbasy, polędwice, szynki i schabowe. Kiedy zbuntowali się po 1918 r., władze odrodzonej Polski dokonały brutalnego rozprawienia się z protestami. Padli zabici, wielu trafiło do więzienia.

Dziś w niemieckich rzeźniach zatrudnionych jest 18 tys. pracowników, w tym wielu imigrantów, także z Polski. Podobnie w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 50. i 60. w rzeźniach okolic Chicago pracowali w większości czarni pracownicy, a dziś coraz częściej spotyka się tam imigrantów z Meksyku czy innych krajów Ameryki Łacińskiej. Ubój zwierząt łączy się nieuchronnie z wyzyskiem ludzi – pracowników.

Na tegorocznym Międzynarodowym Zjeździe Praw Zwierząt, który odbył się w lipcu w Polsce, delegat z Niemiec i delegatka z Estonii przedstawili w swoim wspólnym wystąpieniu wyniki badań, jakie prowadzili wśród pracowników rzeźni. Kim są? Jak znoszą codzienne obcowanie ze śmiercią setek istnień?

– Rzeźnie to wyraz kapitalistycznej, fordystycznej produkcji – mówili – gdzie człowiek, podobnie jak w fabryce samochodów, staje się tylko elementem technologii i częścią ekonomicznej racjonalizacji. Rutynizowanie czynności, przestrzenna i werbalna, a co za tym idzie – emocjonalna izolacja ma ułatwić dostosowanie się do trudnych warunków, pomóc przyzwyczaić się pracownikowi do sytuacji i strywializować jego udział w całym procesie zabijania. Dodatkowo za całą tą technologią stoją oficjalna ideologia i odwołanie się do tradycyjnego podziału ról – mężczyźni zabijają, kobiety czyszczą, sprzątają i zajmują się innymi czynnościami. Mimo tych zabiegów rotacja pracowników w rzeźniach jest bardzo duża.

W polskim przemyśle mięsnym zatrudnionych jest – według różnych źródeł – od 80 do 125 tys. pracowników. Znaczna część z nich pracuje na „śmieciowych umowach", za najniższe stawki, nierzadko dojeżdżając do pracy wiele kilometrów. W wielkich przetwórniach podejmują pracę, godząc się przez osiem, a nawet więcej godzin (nadgodzina są często normą) znosić wilgoć, przenikliwe zimno i mdlący zapach mięsa, który jest wszechobecny na halach produkcyjnych.

Jaka równość?

– Kiedy norweskie związki zawodowe i związana z nimi Partia Pracy – wyjaśniała mi jedna z polskich działaczek – zorientowały się, że istniejące na fermach zwierząt futerkowych miejsca pracy charakteryzują się wyjątkowo podłymi warunkami, których w istocie nie warto bronić, szala poparcia dla tego typu firm przechyliła się na stronę obrońców praw zwierząt – opowiadała. Niewykluczone, że właśnie to zadecyduje o wprowadzeniu zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Norwegii.

Od samego początku w ruchach emancypacyjnych widoczne były dwie tendencje. Pierwsza chciała, aby prości ludzie mieli dokładnie to, co elity: od parlamentarnej władzy po schabowy na stole. Druga dowodziła, że trwałe zniesienie wyzysku jest możliwe jedynie poprzez głębokie przeobrażenie życia społecznego, także na poziomie konsumpcji i wartości. Przemysł mięsny, podobnie jak np. samochodowy, w ciągu ostatniego stulecia gwałtownie przeobraził nasze społeczeństwa i stał się powodem szeregu zagrożeń nie tylko etycznych, ekologicznych, ale także politycznych, których – zdaje się – jesteśmy najmniej świadomi.

Dzisiejszy system sprawowania władzy politycznej i ekonomicznej opiera się tymczasem na akceptacji pewnych struktur naszego codziennego funkcjonowania; na – przykładowo – bagatelizowaniu związku pomiędzy technologiami i umiejętnościami mordowania zwierzą, a rasistowskim traktowaniem i masowym mordowaniem ludzi. Dlatego część dysydentów występując przeciwko autorytarnej władzy, instytucjonalnemu Kościołowi i wielkiej własności twierdzili równocześnie, że mięso jest oznaką zamożności, a odrzucenie go – aktem solidarności z uciśnionymi, zwierzętami i ludźmi.

Tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku „Przekrój”

Komentarze

+1| 1 | yY2012-09-14 12:50
http://vimeo.com/30620523

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian