Jedynie ustrój anarchistyczny uczyni z człowieka istotę uczciwą i świadomą, gdyż jedynie on może dać mu wolność, raz na zawsze przeistoczywszy stado niewolników w wolne społeczeństwo.
Louise Michel

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Nacjonalizm w służbie komunizmu

Jakub Skibiński

 nacjona.w.prlWygląda na to, że kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego stanie się dla środowisk nacjonalistycznych okazją do organizowania ulicznych przemarszów. Owe manifestacje będą częścią szerszego nurtu, w ramach którego nacjonaliści próbują zbijać kapitał polityczny, ukazując siebie, a przede wszystkim – swoich ideowych poprzedników – jako bezkompromisowych antykomunistów, zwalczających system PRL-owski przez cały czas jego istnienia. Na tę okoliczność warto przypomnieć, że historia nie była bynajmniej taka prosta. Wszak nawet akademickie podręczniki – nie wspominając o tekstach źródłowych i monograficznych opracowaniach – zadają kłam tezie o jednoznacznie antyPRL-owskim nastawieniu nacjonalistów w II połowie XX w.

W okresie stalinowskim rzeczywiście wielu przedwojennych ONR-owcow straciło życie. Represje jednak dotykały wówczas wszystkich krytyków komunistycznej rzeczywistości. W latach 1951-54 za rzekome „odchylenia” od głównej linii partyjnej więziony był także Władysław Gomułka, a życie za swe antytotalitarne przekonania stracił m.in. jeden z organizatorów „Akcji Socjalistycznej” (zajmującej się m.in. zwalczaniem nacjonalistów w latach 30.) Józef Dzięgielewski czy demokratyczny socjalista Kazimierz Pużak.

Z drugiej jednak strony co najmniej kilku znanych, przedwojennych działaczy nacjonalistycznych miało się w strukturach komunistycznego państwa co najmniej dobrze. Sztandarowym przykładem jest tutaj postać przedwojennego lidera ONR-Falanga Bolesława Piaseckiego, który po 1945 r. był przewodniczącym legalnie działającego Stowarzyszenia PAX, wieloletnim posłem na Sejm RP, a w latach 60. także zwolennikiem Mieczysława Moczara. Wyliczanka ONR-owców, którzy zrobili karierę w PRL-u na Piaseckim się jednak nie kończy. Jerzy Hagmajer po wojnie był posłem na Sejm III, IV, V i VI kadencji. Jerzy Korycki w PRL pracował jako publicysta, pisarz i działacz sportowy. Jerzy Kurcjusz  w 1947 r. wrócił do Polski z emigracji i rozpoczął pracę jako prawnik i adwokat, a w 1968 r. obronił doktorat. Jako radca prawny i wykładowca po 1945 r. pracował także przedwojenny ONR-owiec Edward Muszalski. Trzy inne, warte wymienienia w tym miejscu postacie – Leszek Prorok, Ryszard Reiff i Witold Staniszkis – były co prawda represjonowane w okresie stalinowskim, lecz później zadomowiły się w komunistycznych strukturach jako – odpowiednio – pisarz, wieloletni poseł i ekonomista. Już tych kilka życiorysów pokazuje, że mit bezkompromisowości ONR w walce z komunizmem nie wytrzymuje konfrontacji z faktami.

Styk nacjonalizmu z komunizmem to jednak nie tylko powojenne losy kilku nacjonalistów i antysemitów z okresu międzywojennego. System ten bowiem, wbrew internacjonalistycznym frazesom, wielokrotnie posługiwał się hasłami narodowymi i wykluczającymi. Już w stalinowskiej konstytucji z 1952 r. ustanowiono, że terenowy oddział władzy w PRL-u nosić będzie nazwę „Rady Narodowej”, a nie np. „Rady Proletariackiej”. Szczególne nasilenie nastrojów nacjonalistycznych nastąpiło jednak w latach 60. za sprawą Mieczysława Moczara i koterii „partyzantów”.
Ta nieformalna grupa funkcjonowała od połowy 1962 r. Jej nazwa brała się stąd, że „partyzantów” tworzyli przede wszystkim dawni żołnierze Gwardii Ludowej i Armii Ludowej. Pod względem ideologicznym stali oni na stanowisku nacjonalistycznego komunizmu z bardzo silnymi akcentami antyniemieckimi i antysemickimi. Stosunek do tej koterii budził kontrowersje m.in. w środowisku Radia Wolna Europa, w którym atakowaniu „partyzantów” niechętna była grupa dawnych endeków.

Już kilka miesięcy po zawiązaniu się „partyzantów” rozpędu ich działalności nadała – wydana w środowisku paryskiej „Kultury” – broszura Witolda Jedlickiego „Chamy i Żydy”, opisująca kulisy walki o władzę dwóch nieformalnych frakcji – natolińczyków (swojskie chamy) i puławian (Żydzi). Choć tekst powstał na emigracji, to jego rozpowszechnianiem mogło być zainteresowane środowisko „partyzantów”, gdyż nakreślał on wewnętrzne walki partyjne jako starcie „polskiego patriotyzmu” z „żydowskim kosmopolityzmem”.

Także w 1962 r. wydana została książka Zbiegniewa Załuskiego „Siedem polskich grzechów głównych”, która jest bezkrytyczną apologią polskich powstań. Załuski krytykował nurt krytyczny w interpretacji najnowszej historii wskazując na rzekomy sens walki powstańców, uzbrojonych w kosy czy strzelby myśliwskie, z regularnymi carskimi oddziałami. Jednocześnie autor twierdził, że krytykowanie tego rodzaju brawury to krzewienie „nihilizmu narodowego”. Nie bez powodu zatem książka ta była uznawana za swoisty manifest „partyzantów”.

W I połowie lat 60. Moczar i jego środowisko zdobyło znaczne wpływy w polskim życiu politycznym. Umiejętnie grając na uczuciach narodowych zdobyło ono poparcie tej części społeczeństwa, której bliskie były hasła przedwojennego obozu nacjonalistycznego oraz instytucjonalnego kościoła, a zatem poglądy antysemickie i antydemokratyczne. Patriotyczne hasła Moczara zjednały mu nawet poparcie Piaseckiego i stowarzyszenia PAX, które zrzeszało wielu kombatantów z okresu II wojny światowej.

Swoista nacjonalistyczna ofensywa w latach 60. przejawiała się nie tylko w życiu politycznym, ale także kulturalnym. Nie bez powodu w tym okresie rozkwit przezywało m.in. polskie kino narodowe. W podsycanie nastrojów antyniemieckich, silnych w całym okresie PRL-owskim, świetnie wpisała się ekranizacja „Krzyżaków” z 1960 r. Znamienna w tej produkcji jest scena sprzed bitwy pod Grunwaldem, w której Krzyżacy dodają sobie animuszu, pozdrawiając się hasłem „Got mit uns”. Te same słowa znajdowały się na pasach hitlerowskich żołnierzy, więc negatywne skojarzenie z Niemcami jest tutaj aż nazbyt czytelne. Lata 60. to także czas realizacji serialu „Czterej pancerni i pies”, ukazującego w jednoznacznym świetle zmagania sojuszniczych wojsk polskich i sowieckich z Niemcami.

Rosnące wpływy moczarowców w obozie władzy oraz ofensywa „patriotyzmu” w kulturze wiązały się także ze zmianą retoryki władz. Coraz rzadziej pojawiało się więc hasło „dyktatury proletariatu”, które wypierały slogany o solidaryzmie społecznym i ogólnonarodowym. Wszystko to przygotowało grunt pod antysemicką nagonkę, w wyniku której – z powodu utraty pracy i innych szykan – w latach 1968-72  z Polski wyemigrowało ok. 15 tys. Żydów.
Niebagatelnym przykładem współpracy nacjonalistów z reżimem komunistycznym jest także działalność powstałego w 1981 r. Zrzeszenia Patriotycznego „Grunwald”. Powstało ono w odpowiedzi na działalność „Solidarności”, której prominentnym działaczom wytykano – rzeczywiste bądź rzekome – żydowskie pochodzenie. Szczególnie wściekłe ataki z klucza etnicznego przeprowadzono na Jacka Kuriona, Adama Michnika i Bronisława Geremka. ZP „Grunwald” było do tego stopnia bezkompromisowe w swej nagonce na „Solidarność”, że w całości poparło stan wojenny.
Warto podkreślić, że wielu członków Zrzeszenia po 1989 r. działało aktywnie w środowiskach nacjonalistycznych (np. w stowarzyszeniu „Nie dla Unii Europejskiej”) oraz publikowało w czasopismach, związanych z tą opcją ideową („Tygodnik Ojczyzna”, „Myśl Polska”, „Nasz Dziennik”). Dawny „Grunwaldczyk”, Bohdan Poręba, który na ostatnim plenum KC PZPR jako jeden z nielicznych głosował przeciwko rozwiązaniu partii, aktywnie uczestniczył także w tegorocznym kongresie Ruchu Narodowego.

Kwestie związków nacjonalizmu z komunizmem – zarówno w sferze ideowej, jak i w zakresie praktyki politycznej – wciąż czekają na zespół badaczy, który poddałby je systematycznej analizie. Już jednak ten krótki szkic pokazuje, że tym, których uwodzą antykomunistyczne hasła nacjonalistów, przydałaby się solidna lekcja historii. Z drugiej zaś strony niektórzy związkowcy z NSZZ „Solidarność” zdecydowanie powinni przemyśleć, czy warto legitymizować i wspierać środowiska, których ideowi poprzednicy aktywnie zwalczali tę pierwszą „Solidarność” jeszcze w latach 80.

Komentarze

+1| 1 | Prezez naszego klubu Tęcza2013-12-15 23:01
"Kosę" z post-piasecczykami miał między innymi wybitny filmowiec polski Stanisław Bareja. Dlatego też "dla draki" umieszczał w swoich pracach złośliwe aluzje do Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald". Stąd w "Misiu" i "Zmiennikach" satyryzowane postaci reżyserów wzorowanych na Bogdanie Porębie z "Grunwaldu" oraz liczne odniesienia do nazwy "Grunwald" w serialu "Alternatywy 4".

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian