Niszczący wpływ globalizacji na lokalne rynki pracy

rozbrat.org
Drukuj
Hasło przewodnie cyklu wykładów w ramach przygotowań do Alternatywnego Forum Ekonomicznego (Warszawa, 28-30 kwietnia 2004) brzmi "Małe jest piękne" i pochodzi z tytułu bardzo dobrze znanej książki E.F. Schumachera. W rozwinięciu tytułu tej pracy autor dodaje: "Spojrzenie na gospodarkę światową z założenia że człowiek coś znaczy". Praca ta ukazała się wiele lat temu, ale dobrze obrazuje ona to co chciałby wyartykułować obecnie ruch alterglobalistyczny. Mówimy również: "Zysk nie może być ważniejszy od człowieka", nawiązując do innej książki, napisanej tym razem przez Noama Chomsky'ego ("Zysk ponad ludzi. Neoliberalizm a ład gospodarczy."). Schumacher w swoje książce twierdzi, że jednym z podstawowych praw, jest prawo do pracy. Pisze: "Ważniejsze jest więc, aby każdy coś produkował, aniżeli nieliczni produkowali wiele". Idea ta wiąże się z problemem bezrobocia i przekonaniem o jego destruktywnym wpływie na osobowość jednostki. W kwestii tej Schumacher bezpośrednio nawiązuje do myśli Gandhiego. W istocie rzeczy trzeba stwierdzić, iż wielkie, masowe ruchy społeczne jakie miały miejsce w wieku XX, czy to będzie ruch zapoczątkowany właśnie przez Gadhiego, Martina Lutra Kinga, czy ruch pierwszej "Solidarności" - wszystkie one walcząc o wolność, emancypację społeczną, przykładały sporą wagę do zapewnienia ludziom prawa do zatrudnienia. Człowiek nie ma obowiązku, ale ma prawo pracować.

Miliard bezrobotnych

Jednym z podstawowych problemów globalizacji jest to iż ludziom odbiera się prawo do pracy, a zatem często odbiera się prawo do życia. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy ponad miliard ludzi na świecie pozostaje w zasadzie bez zatrudnienia. Obecnie - jak ocenia MOP - sytuacja jest najgorsza od czasów Wielkiego Kryzysu lat 30. XX wieku. Z tej liczby połowa ludzi pracuje wprawdzie na cały etat, ale zarobki ledwie pozwalają na przeżycie. Szef MOP, Juan Somavia twierdzi, że sytuacja pod tym względem wcale się nie poprawia i za stan ten obwinia globalizację. "Cieszymy się - mówi - że rośnie handel zagraniczny, inwestycje zagraniczne. Problem w tym, że z procesów tych korzysta obecnie najwyżej 15 krajów rozwijających się". W ciągu następnych 10 lat na światowy rynek pracy trafi kolejne pół miliarda młodych ludzi.

Wraz z poszerzaniem się społecznych obszarów bezrobocia rynek pracy dotyka szereg innych patologii, cofając nas w realia XIX-wiecznego kapitalizmu. Jak podaje katolickie stowarzyszenie "Maitri" w dobie gospodarki globalnej ponad 20 milionów ludzi pracuje w warunkach niewolniczych: bez wynagrodzenia i pod przymusem fizycznym. To w liczbach bezwzględnych najwięcej w historii ludzkości. Spory odsetek współczesnych niewolników stanowią dzieci. Warto w tym miejscu dodać, iż pomimo, że normy Międzynarodowej Organizacji Pracy tego zabraniają, na świecie pracuje ponad 250 mln. osób poniżej 16 roku życia. Z ich pracy czerpią zyski wielkie, dobrze znane koncerny m.in.: Nike, Levis czy Nestlé. Innym problemem są warunki i bezpieczeństwo pracy. Codziennie przy pracy ginie 5 tysięcy osób. "Dla tych pracowników - mówi szef MOP - każdy dzień jest 11 września". Nieprzestrzeganiu odpowiednich standardów i warunków pracy sprzyja fakt, iż pracownicy są coraz gorzej zorganizowani. Na przykład w Stanach Zjednoczonych przez ostatnie 25 lat liczba osób stowarzyszonych w związkach zawodowych spadła z 24% do 14%. Podobnie jest w Polsce - do związków należy jedynie 14% zatrudnionych. Są branże jak handel i usługi, czy budownictwo, gdzie do związków należy jedynie kilka procent tam zatrudnionych.

Elastyczny kapitał, zniewolona praca

Mimo tego pracodawcy, multikorporacje twierdzą, że bezrobocie jest wynikiem "sztywności rynku pracy", że pracownicy nie są dostatecznie elastyczni w dostosowaniu się do nowych wymogów rynku. Jak jednak dobrze zauważył Zygmunt Bauman ("Globalizacja"), tak naprawdę chodzi tu jednak o zagwarantowanie swobody i elastyczności dla przepływu kapitału, w którego interesie leży jak największa sztywność, zniewolenie po stronie pracy. Gdyby było inaczej, to wraz z ustawami gwarantującymi swobodny przepływ kapitału, szłyby normy prawne gwarantujące nie ograniczenia, ale swobodę w przepływie pracy. Tymczasem dla większości robotników - o czym możemy się przekonać w przededniu przystąpienia do Unii Europejskiej - granice są nadal zamknięte, nie tylko zresztą z uwagi na stronę formalno-prawną, ale także społeczno-ekonomiczną. Pomimo tych wszelkich ograniczeń każdego roku ponad 120 mln. rodzin decyduje się na - najczęściej nielegalną - emigrację w poszukiwaniu pracy; z reguły z Południa na Północ, i ze Wschodu na Zachód. To natomiast w połączeniu z alokacjami przemysłu i przenoszeniem zakładów pracy dokładnie w odwrotnym kierunku powoduje szereg problemów w krajach dobrobytu: ksenofobia, nietolerancja dla obcych, zwiększona represyjność systemu wobec emigrantów. W samej Francji żyje ok. 800 tysięcy uchodźców ekonomicznych i politycznych, którzy egzystują bez żadnych praw, poza ramami państwa francuskiego. Ci ludzie "bez papierów", "bez głosu", jak się ich często nazywa, nie mają praw politycznych, ani dostępu do świadczeń socjalnych czy zdrowotnych. Spychani na margines życia społecznego, trudnią się takimi formami działalności, które pozwolą im przetrwać: przemyt, prostytucja, handel narkotykami - wzmacniając istniejące już i tak stereotypy i narażając na zwiększoną represyjność państwa wobec wszystkich emigrantów. Mimo tego wszystkiego, nawet w Europie Zachodniej czy USA nielegalni emigranci stanowią źródło taniej siły roboczej i jak trzeba, bezwzględnie się je wykorzystuje.

Mity na temat wzrostu zatrudnienia

Konkludując można stwierdzić, cytując Raport dot. Rozwoju Rynku Pracy ONZ (z 1995 roku), że: "Pracodawcy wykorzystują dodatkową elastyczność w prawie pracy, aby raczej likwidować stanowiska pracy i ograniczać działalność niż powiększyć moce produkcyjne, w miarę, jak są wprowadzane reformy ułatwiające zwalnianie pracowników i ograniczanie możliwości ich obrony przez związki zawodowe". Proponowane zatem przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i przyjmowane przez rządy i parlamenty poszczególnych państw, zmiany w prawie pracy i polityce płac prowadzą częściej do poszerzenia obszarów bezrobocia, a nie jak się twierdzi do zwiększenia zatrudniania.

Innym mitem jakim się karmi opinię publiczną jest twierdzenie, że wzrost Produktu Krajowego Brutto przynosi wzrost zatrudnienia. Otóż coraz częściej okazuje się, że tak nie jest. Hans-Peter Martin i Harald Schumann w pracy "Pułapka globalizacji" piszą, że "... pogoń za absolutnym zyskiem fundamentalnie zmieniła mechanizmy rozwoju światowej gospodarki." Ton rozwoju gospodarki nadają nie państwa narodowe, ale międzynarodowe korporacje. Procesy globalizacji rozsadzają dotychczas obowiązujące reguły, przyspiesza tempo rozwoju technicznego i racjonalizacji, co powoduje, że wydajność rośnie szybciej aniżeli całościowy wynik ekonomiczny. "Zjawisko to rodzi tak zwany jobbless growth, a więc wzrost, który nie tworzy dodatkowych miejsc pracy" - konkludują.

Zatem oczywiste staje się, że - powszechnie kojarzona z globalizacją - koncentracja kapitału nie służy wzrostowi zatrudnienia. 200 największych koncernów, które swą działalnością obejmują 30% aktywności gospodarczej na świecie, zatrudnia jedynie 1% wszystkich pracujących. Również wzrost zyskowności nie przyczynia się do wzrostu zatrudniania. Owe 200 koncernów w latach 1983-1999 odnotowały 362% wzrostu zysku, ale zatrudnianie w tych firmach wzrosło łącznie lewie o 14,4%. W wielu przypadkach jest dokładnie przeciwnie, firma się rozwija i odnotowuje zyski realizując jednocześnie masowe zwolnienia z pracy. W wielu branżach w latach 80. i 90. odnotowywano polepszenie wyników ekonomicznych i jednocześnie spadek zatrudniania.

Upadek lokalnych rynków pracy

Najlepszym tego przykładem, choć z całą pewnością nie jedynym, jest działalność w Polsce firmy Nestlé. Nestlé to jeden z największych na świecie koncernów spożywczych, skupiających łącznie ok. 140 zakładów. W ponad 90% są one zlokalizowane w krajach poza rodzimą Szwajcarią. Łączna suma obrotów koncernu jest dużo wyższa niż wynosi polski budżet. W Polsce znamy tego producenta z takich wyrobów jak baton Lion, płatki śniadaniowe Nestlé Pacyfic, kawa Nescafé, woda mineralna Nałęczowianka, wreszcie czekolada Golpana czy koncentraty spożywcze Winiary.

Firma Nestlé pojawiła się w Polsce w 1993 roku. Pierwszego roku działalności, jak sama podaje, odnotowała obroty rzędu 8 mln. złotych. W 2002 roku obroty te wyniosły już 1 miliard 351 mln. złotych, a mówi się obecnie, że przekraczają one 2 miliardy złotych. Wdrażany od wielu miesięcy program Globe, który - jak utrzymują władze koncernu - ma "polepszyć funkcjonowanie firmy poprzez ujednolicenie" ma przynieść całemu koncernowi Nestlé (w skali globalnej) 3 miliardy franków szwajcarskich oszczędności! Jednocześnie na przestrzeni ostatnich lat Nestlé zwolniło w Polsce tysiące pracowników. Na przykład w poznańskiej Goplanie pracę straciło dwa tysiące ludzi, w kaliskich Winiarach również dwa tysiące, w leżącej pod Słupskiem Kobylnicy dwieście osób. Coraz częściej słychać, że Nestlé do 2006 roku generalnie chce się wycofać z działalności produkcyjnej w Polsce, ale oczywiście zachowa zdobytą, dominującą pozycję na rynkach dystrybucji.

Taka taktyka władz koncernu jest charakterystyczna w odniesieniu nie tylko do Polski. Od początku 2002 roku do końca 2003 w sumie zamknięto lub sprzedano 23 zakłady pracy na całym świecie. Wywołało to spore protesty związkowców. W Hiszpanii i Korei Południowej wybuchły strajki. Na dorocznej Europejskiej Radzie Nestlé, miejscu spotkań związkowców i przedstawicieli dyrekcji koncernu, która odbyła się na początku września 2003 roku, przedstawiciele związków z zakładów europejskich nie pozostawili na swojej firmie suchej nitki. Za największy problem uznano oczywiście alokację i zamykanie kolejnych zakładów pracy. Szczególne ostre sądy ferowała delegacja z Francji określając Nestlé jako potentata przemysłu spożywczego, ale karła dialogu społecznego. Stwierdzono, iż oczekuje się od pracowników, że będą bezkrytycznie akceptować to co szefostwo Nestlé powie, a kto ma inne zdanie powinien się pożegnać z pracą. Jorg Lindner z Niemiec zarzucił, że w firmie uzyskuje się zyski przede wszystkim dzięki redukcjom kosztów. "Osiąga pan zyski - grzmiał na Wiceprezesa Nestlé Larsa Olofsson'a - jeśli koszty obetnie lokalnym firmom". Przedstawiciel Polski Jan Feter z "Solidarności" (Zakłady Winiary - Kalisz) powiedział sarkastycznie, iż w wyniku takiej polityki firmy, Nestlé jest postrzegane jako biuro obrotu nieruchomościami, a nie koncern spożywczy. Zarzucił także stosowanie mobbingu wobec pracowników, dręczenie i zarządzanie przez stres. Przedstawiciele z Danii w ogóle zbojkotowali posiedzenie Rady.

Dodajmy że Stowarzyszenie "Maitri" zarzuca Nestlé, że w pogoni za zyskami i oszczędnościami koncern ten jest odpowiedzialny za zatrudnienie dzieci w warunkach pracy niewolniczej na Wybrzeżu Kości Słoniowej - głównego (60% rynku) eksportera kakao - poprzez narzucanie producentom niskich cen tego surowca. Władze Nestlé w sprawie tej odmawiają komentarza.

Przykłady tego typu można mnożyć: po wykupieniu przez France-Telekom Telekomunikacji Polskiej S.A. francuski koncern uruchomił zwolnienia kilkunastu tysięcy pracowników. Największy jednak problem pojawia się w przypadku kiedy koncerny (czy inwestorzy) dezorganizują lokalne rynki pracy w małych i średnich miastach, kupując często największego miejscowego pracodawcę. Tonsil we Wrześni był jednym z pierwszych przedsiębiorstw, które po przekształceniu w spółkę akcyjną znalazło się na giełdzie. Inwestorem strategicznym miał być japoński Pioneer, którego - jak się okazało - jedynym celem było "wyciszenie produkcji". Zredukowano w ciągu kilku lat zatrudnienie z 3000 do 700 osób. Kiedy latem 2003 roku zakład zaczął przeżywać trudności i przed widmem zwolnień stanęła reszta pracowników, doszło do protestów społecznych. Dla Wrześni gdzie bezrobocie sięga niemal 25% kolejne redukcje na rynku pracy miałyby katastrofalne skutki. W Nysie upadły zakłady Daewoo Nysa Motor, na bruku w czerwcu 2002 roku znalazło się blisko 1000 pracowników. W Ostrowie Wielkopolskim, kiedy przed widmem bankructwa stanęła fabryka wagonów z 2000 załogą, zbuntowało się całe miasto, podobnie było w Ożarowie Mazowieckim i Jarosławiu, gdzie likwiduje fabrykę koncern Danon, itd.

Bezrobocie w Polsce


Wszystko to powoduje, że polski rynek pracy znalazł się w fatalnym położeniu. Po przeprowadzonym w 2002 roku spisie powszechnym urealniono stopę bezrobocia, która obecnie wynosi ponad 20%. Ciągle więcej miejsc pracy ubywa niż przybywa i to pomimo całkiem sporego wzrostu PKB. Warto w tym miejscy zwrócić uwagę na fakt konieczności rozróżnienia "rejestrowanego bezrobocia" i "poczucia bycia bezrobotnym"; z badań opinii publicznej wynika, że za bezrobotnych uznaje się 1/3 więcej osób, niż figuruje w statystykach.

Z ustaleń statystycznych dowiadujemy się także, że na przestrzeni lat 1988 i 2002 zaszły daleko idące zmiany w strukturze zawodowej. Odsetek osób czynnych zawodowo spadł z 65,2% do 55,5% (z czego 1/5 jest właśnie bezrobotna), zatem o około 10% poszerzyła się strefa osób biernych zawodowo. Ostatecznie z własnej pracy żyje 32,3% ludności powyżej 15 roku życia, kiedy w 1988 roku ten odsetek wynosił 45,4% - odsetek ten spadł i to pomimo, że dzięki wyżowi demograficznemu przybyło ludzi w wieku produkcyjnym.

Wyż demograficzny z kolei powoduje, że problem bezrobocia dotyka w pierwszym rzędzie ludzi młodych, wchodzących na rynek pracy. (Między 15 a 24 rokiem życia wskaźnik bezrobocia wynosi 29,4%). Obawy analityków najbardziej budzi jednak fakt, że bezrobocie w dużym stopniu zaczyna dotykać absolwentów wyższych uczelni. Do tej pory twierdzono, że wyższe wykształcenie chroni przed losem podobnym do postpegieerowskich robotników, na studia wysłano setki tysięcy młodzieży, a tymczasem w wielu regionach kraju 1/3 absolwentów wyższych uczelni pozostaje bez pracy. Za stan ten zaczęto obwiniać system nauczania, ale prawdą jest to, że zapotrzebowanie na pracowników z tytułem magisterskim spadło. Koncerny, do których należy coraz większa część rynku racjonalizują zatrudnienie, nie tylko nie przyjmując nowych pracowników z wyższym wykształceniem, ale zwalniając dotychczasowych.

Czy istnieją alternatywy?

Korporacje nie zapewniają ludziom pracy, ich celem jest wypracowanie zysku. Taki stan rzeczy przyjmuje się za naturalny, choć on takim nie jest. Partycypacja w zyskach przedsiębiorstw jest przywilejem małej części społeczeństwa, prawo do pracy i godnego wynagrodzenia mają wszyscy. Mamy prawo decydować o tym co się dzieje w gospodarce nie tylko jako klienci, ale także producenci i dystrybutorzy. Zagarnianie przez koncerny władzy nad rynkiem jest działaniem leżącym w sprzeczności z prawami obywatelskimi. Widać to zwłaszcza w takich przypadkach jak komercjalizacja i prywatyzacja usług publicznych czy "zawłaszczania" przez supermarkety rynku handlu detalicznego, powodujące masowe zwolnienia i upadek drobnego handlu.

"Jeżeli człowiek nie ma szansy na otrzymanie pracy - pisze Schumacher w "Małe jest piękne" - wówczas jest to dla niego sytuacja rozpaczliwa. Nie tylko pozbawiony jest dochodu, ale również tego ożywiającego, pobudzającego czynnika, którego nie można niczym zastąpić". Alternatywą dla ekonomii, której "cała uznana mądrość" nie jest w stanie "pomóc tym, którzy cierpią nędzę" jest oparcie jej na wartościach wynikających z zasady, "że człowiek coś znaczy", że "człowiek ważniejszy jest od zysku". To pierwszy podstawowy postulat nie tylko Schumachera, ale całego alterglobalistycznego ruchu - ekonomia musi się opierać na zasadach etycznych. Praca jest prawem człowieka i stąd u Schumachera postulat "produkcji poprzez masy". Autor "Małe jest piękne" sformułował nawet zasadę, która ma zapewnić powszechne zatrudnienie. Mówi ona, że "górna granica wydatków koniecznych na stworzenie jednego stanowiska pracy, powinna być w przybliżeniu określona przez roczny zarobek zdolnego i ambitnego robotnika". Jeżeli zasada ta zostaje złamana i koszt miejsca pracy jest wyższy to powoduje to bezrobocie i oznacza koncentrację bogactw i władzy w rękach uprzywilejowanych grup, rośnie problem marginesu społecznego, niewłaściwe rozmieszczonej populacji jako efekt nadmiernej urbanizacji, przybiera ogólna frustracja i alienacja, szybko rosną statystyki przestępczości kryminalnej. Zasada ta z kolei wymaga przystosowania metod i maszyn do produkcji na małą skalę. Schumacher pisze dalej: "Produkcja przez masy, korzystając ze zdobyczy współczesnej wiedzy i doświadczenia, sprzyja decentralizacji, jest zgodna z prawami przyrody, uwzględnia fakt, iż niektórych surowców jest mało, i służy człowiekowi zamiast podporządkowania go maszynom". Ekonomia Schumachera to ekonomia społeczna i oparta na zasadach wolności. Schumacher wierzy w to, iż gospodarka planowa nie stoi w sprzeczności z wolnością. Na pytanie cóż może oznaczać planowanie w wolnym społeczeństwie odpowiada: "Na pewno nie koncentrację całej władzy w jednym punkcie, gdyż byłoby to równoważne ze zmierzchem wolności; struktura planowania musi być dopasowana do rozkładu władzy w społeczeństwie". Praktyczną realizacją tak widzianego planowania w gospodarce jest budżet partycypacyjny realizowany m.in. przez społeczeństwo w Porto Alegre. Wreszcie Schumacher stwierdza, iż poważnym błędem jest traktowanie nie tylko surowców, ale także siły etycznej społeczeństwa, jako coś różnego od kapitału i postuluje nowy styl życia oraz "samoograniczenie ludzkich potrzeb".

Ważnym aspektem rozważań Schumachera jest zwrócenie uwagi na elementy decentralizacji i wolności w sferze ekonomii. Gospodarka zdominowana przez koncerny, to gospodarka pozbawiona elementarnych zasad demokracji i nie podlegająca żadnym elementom kontroli społecznej. Rezygnacja albo ograniczanie prawa pracowników to takiego, czy innego partycypowania w procesie decyzyjnym przedsiębiorstwa (bez względu na jego formę własnościową) prowadzi do utraty kontroli nad zatrudnieniem przez samych zainteresowanych. Zrozumieli to robotnicy ze strajkujących i protestujących w latach 2002-2003 zakładów pracy, którzy zaczęli się domagać wpływu na swój zakład pracy: Ożarów, Uniontex w Łodzi, Zakłady Cegielskiego z Poznania i Bison-Bial z Białegostoku, LU (Danon) z Jarosławia, ostrowskiego Wagona S.A. itd. Załogi te powołując spółki pracownicze, zgłaszając swoich autentycznych przedstawicieli do rad nadzorczych i zarządów, chcą odzyskać kontrole nad swoimi miejscami pracy. I mają to tego prawo. Chciałbym wierzyć, że to początek szerszego ruchu.

Jarosław Urbański

Tego samego autora

Brak pasujących artykułów