Hierarchiczna armia jest w stanie wygrać wojnę, nigdy rewolucję; niezdyscyplinowana horda nie wygrywa ani jednej, ani drugiej. Chodzi więc o to, żeby organizować, nie hierarchizując; innymi słowy, czuwać, żeby prowodyr nie przerodził się w przywódcę.
Raoul Vaneigem

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Co wydarzyło się w środę na ulicy Podgórze?

rozbrat.org
W środę 29 sierpnia został rozbity w Poznaniu skłot „Warsztat”. Okoliczności tego zajścia konfrontują po raz kolejny mieszkańców miasta z cynizmem władzy. Przypomnijmy: trwa ostry konflikt lokatorów z ulicy Stolarskiej ze spekulantami, którzy przejmują kamienice z mieszkańcami, a następnie, wynajmując „czyścicieli”, pozbywają  się ich w sposób nielegalny i brutalny. Takie „oczyszczone” z mieszkańców kamienice sprzedają na wolnym rynku z wielokrotnym przebiciem. A przypadek lokatorów ze Stolarskiej, to tylko najnowszy znany wszystkim przykład – w tarapatach było i jest wielu innych mieszkańców, zarówno  z „biednych” i z „bogatych dzielnic”.
Budynek przy ulicy Podgórze 2, to czteropiętrowa kamienica wraz z kilkoma niższymi, przyległymi obiektami. Wcześniej stał pusty 5-6 lat, od kiedy to właściciele pozbyli się poprzednich mieszkańców. Niszczał i padał łupem zbieraczy złomu. Był miejscem libacji i „zabaw” w wybijanie szyb. Jednak pięć miesiąc temu został zajęty przez skłotersów,  czyli ludzi, którzy na całym świecie od 50 lat zajmują pustostany i ruiny przystosowując je do mieszkania, ale też do działań społecznych. Na Podgórzu znaleźli się wśród nich studenci bez przydziału na akademik, bezrobotni bez pieniędzy na stancje - młode kobiety i mężczyźni. Zaczęli remontować to miejsce. Wstawili szyby, drzwi, połatali dach, uprzątnęli hałdy śmieci i gruzu. Gotowali się na nadejście zimy.
Skłot „Warsztat” (bo tak został nazwany przez nowych mieszkańców) miał stać się również przestrzenią otwartą dla mieszkańców dzielnicy, jak też całego miasta. Inauguracja miała się odbyć 31.08. festiwalem „Otwarcie”. Przygotowano bogaty program kulturalny z gośćmi z Polski i zagranicy. Następnego dnia po tym jak informacja trafiła do mediów pojawił się jeden ze współwłaścicieli nieruchomości wraz z asystą policji.
W polskim prawie jest zapis o tzw. ochronie spokoju posiadania, który cywilizuje stosunki mieszkaniowe. Dzięki niemu właściciel nieinteresujący się swoja własnością, po okresie kilku miesięcy nie może oskarżyć mieszkańców np. o włamanie. Jeżeli chciałby usunąć lokatorów, musi uruchomić procedurę eksmisyjną: sąd, wyrok, komornik (z asysta policji). Niestety bez tego, działania są nielegalne.
W środowym wydarzeniu uczestniczyło około 40 policjantów, zarówno z doborowych, antyterrorystycznych oddziałów jak i oficerów policji. Straszono automatyczną bronią ostra, użyto przemocy fizycznej jak i gazu. Wszytko wobec bezbronnych ludzi. W ten sposób policja osłaniała włamanie się do budynku. Interwencja trwała ponad cztery godziny,  gdyż po wyłamaniu zamków, zastanawiano się dopiero jakich narzędzi prawnych można użyć dla interpretacji tej „interwencji” – jaki znaleźć paragraf.
To nie pierwszy przypadek tak nierozważnych i brutalnych działań władz. W styczniu 2009 roku (a więc podczas trwania okresu ochronnego) na ul. Żydowskiej policja wraz ze strażą miejską również dokonała ewikcji. Przez media przetoczyła się wtedy krytyka wyrażona przez prawników i dziennikarzy jak i zwykłych mieszkańców. Rzecznik straży miejskiej zabłysnął wtedy stwierdzeniem, że „to nie była eksmisja, tylko wyproszenie”.
Te działania mają jednak również silne znaczenie polityczne. Ta sama policja, która na jeden telefon kamienicznika, jest w wstanie zorganizować armię uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy, nie robi prawie nic (od biedy wyśle jakiś patrol), kiedy mamy do czynienia z uporczywym, wielomiesięcznym nękaniu lokatorów przez właścicieli, jak w przypadku ulicy Piaskowej, a obecnie przy Stolarskiej. Ci ostatni w samoobronie zabarykadowali się w kamienicy, żeby „administrator” nie wyłączył im prądu i nie odciął kanalizacji. Gazu, wody, Internetu już nie mają od wielu tygodni. Policja i władze zasłaniają się „dziurami w prawie” kiedy mają bronić lokatorów, by kilka ulic dalej wykorzystują błyskawicznie te same „dziury” do ochrony interesów kamieniczników! Przyczyn tych działań należy szukać w dominującej od 20 lat ideologii „świetnego prawa własności”. Jeśli ma się coś na poważnie zmienić należy tę ideologię odrzucić. W dzisiejszej wersji jest ona nie do obrony. Barbarzyństwem nie do pomyślenia jest, że w cywilizowanym kraju, uprzywilejowani posiadają po kilka p u s t y c h kamienic, a biedni nie maja gdzie mieszkać tylko dlatego, że nie stać ich na 40-letnie kredyty.
Miało to już kiedyś miejsce w Zachodniej Europie - 40 lat temu - kiedy w odpowiedzi na spekulacje i gromadzenie kapitału w nieruchomościach powstały skrajne nierówności na rynku mieszkaniowym. Tysiące pustych budynków i tysiące ludzi bez dachu nad głową. Odpowiedzią stał się masowy ruch skłoterski zajmujący pustostany. Bardzo wiele z nich nie tylko, że zostały zaakceptowane przez mieszkańców miast i bezpośrednich sąsiadów, ale zostało później zalegalizowanych.
W Polsce dziś znajdujemy się niemal dokładnie w takim samym miejscu. Dochodzi do tego nieudolna polityka mieszkaniowa władz samorządowych. Brak mieszkań komunalnych oraz socjalnych  sprzyja windowaniu cen na rynku nieruchomości i sprawia, że tysiące rodzin faktycznie nie ma się gdzie podziać. Gnieździ się w przeludnionych lokalach, albo ostatecznie wynajmuje coś na „wolnym rynku” zadłużając się do niebotycznych sum, lub po prostu... zajmuje pustostany. Poznańskie sądy wydały 2600 wyroków eksmisyjnych do lokali socjalnych, których zapotrzebowanie miasto pokrywa rocznie zaledwie w 1-2% (wg ustaleń NIK). Kamienicznicy wyciągają z tego tytułu kilkanaście milionów złotych odszkodowań rocznie, a kiedy trzeba „oczyścić kamienicę” to doskonale wiedzą, że lokali socjalnych dla wysiedlanych lokatorów po prostu nie ma, zatem nęka się ich, aż sami uciekną.
Nie uciekajmy!
w podzięce za stawiany opór przy nielegalnej eksmisji
zapraszamy wszystkich, a szczególnie sąsiadów,
i budowlańców nie wpuszczających na rusztowania policyjnej grupy operacyjnej.
na festiwal „Otwarcie”
w piątek 31.08 od godz. 15.
na ulicę Podgórze
Nie pozwólmy im prywatyzować naszej przestrzeni życia! Odzyskajmy wpływ na swoja ulice!
warsztatW środę 29 sierpnia został rozbity w Poznaniu skłot „Warsztat”. Okoliczności tego zajścia konfrontują po raz kolejny mieszkańców miasta z cynizmem władzy. Przypomnijmy: trwa ostry konflikt lokatorów z ulicy Stolarskiej ze spekulantami, którzy przejmują kamienice z mieszkańcami, a następnie, wynajmując „czyścicieli”, pozbywają  się ich w sposób nielegalny i brutalny. Takie „oczyszczone” z mieszkańców kamienice sprzedają na wolnym rynku z wielokrotnym przebiciem. A przypadek lokatorów ze Stolarskiej, to tylko najnowszy znany wszystkim przykład – w tarapatach było i jest wielu innych mieszkańców, zarówno  z „biednych” i z „bogatych dzielnic”.

Budynek przy ulicy Podgórze 2, to czteropiętrowa kamienica wraz z kilkoma niższymi, przyległymi obiektami. Wcześniej stał pusty 5-6 lat, od kiedy to właściciele pozbyli się poprzednich mieszkańców. Niszczał i padał łupem zbieraczy złomu. Był miejscem libacji i „zabaw” w wybijanie szyb. Jednak pięć miesięcy temu został zajęty przez skłotersów,  czyli ludzi, którzy na całym świecie od 50 lat zajmują pustostany i ruiny przystosowując je do mieszkania, ale też do działań społecznych. Na Podgórzu znaleźli się wśród nich studenci bez przydziału na akademik, bezrobotni bez pieniędzy na stancje - młode kobiety i mężczyźni. Zaczęli remontować to miejsce. Wstawili szyby, drzwi, połatali dach, uprzątnęli hałdy śmieci i gruzu. Gotowali się na nadejście zimy.

Skłot „Warsztat” (bo tak został nazwany przez nowych mieszkańców) miał stać się również przestrzenią otwartą dla mieszkańców dzielnicy, jak też całego miasta. Inauguracja miała się odbyć 31.08. festiwalem „Otwarcie”. Przygotowano bogaty program kulturalny z gośćmi z Polski i zagranicy. Następnego dnia po tym jak informacja trafiła do mediów pojawił się jeden ze współwłaścicieli nieruchomości wraz z asystą policji.

W polskim prawie jest zapis o tzw. ochronie spokoju posiadania, który cywilizuje stosunki mieszkaniowe. Dzięki niemu właściciel nieinteresujący się swoja własnością, po okresie kilku miesięcy nie może oskarżyć mieszkańców np. o włamanie. Jeżeli chciałby usunąć lokatorów, musi uruchomić procedurę eksmisyjną: sąd, wyrok, komornik (z asystą policji). Niestety bez tego, działania są nielegalne.

W środowym wydarzeniu uczestniczyło około 40 policjantów, zarówno z doborowych, antyterrorystycznych oddziałów jak i oficerów policji. Straszono automatyczną bronią ostrą, użyto przemocy fizycznej jak i gazu. Wszytko wobec bezbronnych ludzi. W ten sposób policja osłaniała włamanie się do budynku. Interwencja trwała ponad cztery godziny,  gdyż po wyłamaniu zamków, zastanawiano się dopiero jakich narzędzi prawnych można użyć dla interpretacji tej „interwencji” – jaki znaleźć paragraf.

To nie pierwszy przypadek tak nierozważnych i brutalnych działań władz. W styczniu 2009 roku (a więc podczas trwania okresu ochronnego) na ul. Żydowskiej policja wraz ze strażą miejską również dokonała ewikcji. Przez media przetoczyła się wtedy krytyka wyrażona przez prawników i dziennikarzy jak i zwykłych mieszkańców. Rzecznik straży miejskiej zabłysnął wtedy stwierdzeniem, że „to nie była eksmisja, tylko wyproszenie”.

Te działania mają jednak również silne znaczenie polityczne. Ta sama policja, która na jeden telefon kamienicznika, jest w wstanie zorganizować armię uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy, nie robi prawie nic (od biedy wyśle jakiś patrol), kiedy mamy do czynienia z uporczywym, wielomiesięcznym nękaniu lokatorów przez właścicieli, jak w przypadku ulicy Piaskowej, a obecnie przy Stolarskiej. Ci ostatni w samoobronie zabarykadowali się w kamienicy, żeby „administrator” nie wyłączył im prądu i nie odciął kanalizacji. Gazu, wody, Internetu już nie mają od wielu tygodni. Policja i władze zasłaniają się „dziurami w prawie” kiedy mają bronić lokatorów, by kilka ulic dalej wykorzystują błyskawicznie te same „dziury” do ochrony interesów kamieniczników! Przyczyn tych działań należy szukać w dominującej od 20 lat ideologii „świetnego prawa własności”. Jeśli ma się coś na poważnie zmienić należy tę ideologię odrzucić. W dzisiejszej wersji jest ona nie do obrony. Barbarzyństwem nie do pomyślenia jest, że w cywilizowanym kraju, uprzywilejowani posiadają po kilka p u s t y c h kamienic, a biedni nie maja gdzie mieszkać tylko dlatego, że nie stać ich na 40-letnie kredyty.

Miało to już kiedyś miejsce w Zachodniej Europie - 40 lat temu - kiedy w odpowiedzi na spekulacje i gromadzenie kapitału w nieruchomościach powstały skrajne nierówności na rynku mieszkaniowym. Tysiące pustych budynków i tysiące ludzi bez dachu nad głową. Odpowiedzią stał się masowy ruch skłoterski zajmujący pustostany. Bardzo wiele z nich nie tylko, że zostały zaakceptowane przez mieszkańców miast i bezpośrednich sąsiadów, ale zostało później zalegalizowanych.

W Polsce dziś znajdujemy się niemal dokładnie w takim samym miejscu. Dochodzi do tego nieudolna polityka mieszkaniowa władz samorządowych. Brak mieszkań komunalnych oraz socjalnych  sprzyja windowaniu cen na rynku nieruchomości i sprawia, że tysiące rodzin faktycznie nie ma się gdzie podziać. Gnieździ się w przeludnionych lokalach, albo ostatecznie wynajmuje coś na „wolnym rynku” zadłużając się do niebotycznych sum, lub po prostu... zajmuje pustostany. Poznańskie sądy wydały 2600 wyroków eksmisyjnych do lokali socjalnych, których zapotrzebowanie miasto pokrywa rocznie zaledwie w 1-2% (wg ustaleń NIK). Kamienicznicy wyciągają z tego tytułu kilkanaście milionów złotych odszkodowań rocznie, a kiedy trzeba „oczyścić kamienicę” to doskonale wiedzą, że lokali socjalnych dla wysiedlanych lokatorów po prostu nie ma, zatem nęka się ich, aż sami uciekną.

Nie uciekajmy!

W podzięce za stawiany opór przy nielegalnej eksmisji zapraszamy wszystkich, a szczególnie sąsiadów i budowlańców nie wpuszczających na rusztowania policyjnej grupy operacyjnej.na festiwal „Otwarcie”w piątek 31.08 od godz. 15.na ulicę Podgórze

Nie pozwólmy im prywatyzować naszej przestrzeni życia! Odzyskajmy wpływ na swoją ulicę!

Komentarze

0| 8 | Mikis2012-08-31 19:44
Jake, chyba chodziło Ci o Proudhona, nie Bakunina:)
+2| 7 | beben2012-08-31 12:41
Nie mogę zgodzić się z argumentem włamania/kradzieży jak pisze Zioło. Jeśli ten budynek przez 5 lat stał opuszczony i zdewastowany to fakt zamieszkania w nim ludzi nie łączy się wg mnie z zamieszkaniem w domu pod nieobecność właścicieli (typu ktoś opuszcza swój dom, jedzie na wakacje i wracając zastaje w nim mieszkające obce osoby). Ciekawe jakie będą losy tego budynku. Pewnie wszystko pozostanie po staremu, właściciele będą mieli na papierze swój "majątek". Dodatkową rzeczą pojawiającą się jako kontrargumenty (choć nie dostrzegłem w tej dyskusji) jest zarzut "niepłacenia za mieszkanie", który jest również argumentem chybionym choćby przez nakłady kosztów/własnej pracy wymagającej dostosowania rudery do możliwości funkcjonowania w niej (czyli de facto są prowadzone działania podnoszące wartość nieruchomości). To tyle, nie znam prawa, natomiast tak mówi mój rozsądek. Myślę, że sprawie zaszkodziła informacja do mediów o otwarciu skłotu. Pozdrowienia z Warszawy, mam nadzieje, że nie złożycie broni i będziecie dalej szukać wolnej przestrzeni dla siebie!
+1| 6 | Gerard2012-08-31 11:11
zioło kompletnie się mylisz, nie znasz podstaw prawa cywilnego i głosisz jakąś ideologię rodem z balcerowicza. Po pierwsze fakt zameldowania, nie ma jakiegokolwiek związku z prawem do lokalu, zameldowanie zupełnie czemu innemu służy. Po drugie umowę z właścicelem możesz mieć np. ustną (wg. prawa jest ona równoważna każdej innej), postepowanie eksmisyjne przed sądem jest właśnie po to, aby takie wątpliwości można wyjaśnić - w tym wypadku mieliśmy do czynienia z tzw. "dziką eksmisją" w której policja pomagała, łamiąc prawo.
To o czym piszesz to włamanie, to zupełnie inna kategoria - tyle, że włamanie, ma swoją prawną definicję i w przypadku tego skłotu go nie było. analogia z samochodem zupełnie kulawa, bo prawo zupełnie inaczej traktuje nieruchomości - np. ile byś nie jeżdził czyimś samochodem, nigdy nie stanie się twoją własnością, mieszkając w danym miejscu, bez żadnej umowy, po 40 latach miejsce może stać się twoją własnością (zasiedzenie).
0| 5 | Jake2012-08-31 10:40
Dużymi literami napisałeś WŁASNOŚĆ a popierasz Rozbrat w którym na ścianie wisi podobizna bodajże Bakunina ze słowami "Własność to Kradzież". Jeśli samochód rdzewieje to się marnuje. A J. Locke coś mówił na ten temat. A jeśli masz dwa podczas gdy ktoś nie ma wcale (akurat samochód nikomu do życia nie potrzebny) to po chrześcijańsku byłoby oddać. Nawet jeśli nie po chrześcijańsku to ekonomicznie korzystnie.
+1| 4 | oP2012-08-31 10:30
Własność to kradzież :) Bez napinki, przecież nie było tak, że mąż w 1/9 "właścicielki całości" przyszedł i powiedział coś, tylko wysłano oddziały zomo i rambo. Tych ostatnich w ogóle nie miało tam być - nie od tego są i nie poradzili sobie, zaostrzyli sytuację. Jasne teraz przekaz jest jasny: 1/9 "właściciela" nie chce skłotu. Ale trzeb było przyjść i pogadać. Ale pogadaj z ludźmi z agencji nieruchomości ile mamy pustostanów i jak to się ma do problemów mieszkaniowych a także ich branży (i zysków). Oni wiedzą że oprócz miasta ma to w cholerę osób, które kupiły na "górce" bo myślały, że będzie rosła. A teraz stoi to puste w kryzysie, innych się wywala i generalnie jest nieciekawie. Czemu właściciel nie przyszedł i nie powiedział jak człowiek: dobra bawcie się, ale do wiosny bo potem się wkurzymy. CO mu to szkodzi? Od razu trzeba wysyłać mięśniaków z karabinami i orzełkiem gdzieś pod kaskiem? O to chodzi - tak prawo to prawa i tralala, ale w nocy przechodzę na czerwonym jak nic nie jedzie i nie śledzą mnie drony :)

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian