Kapitał musi dla siebie zawłaszczać naszą przestrzeń. Jest to praktycznie jego obowiązek. Nie może on pozostawić miejsca dla kreatywności, naszej zdolności, aby zrobić coś samemu, naszego pożądania czegoś nowego.
Alfredo Bonanno

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

PO strzela do PiS (kiedy odwet?)

Stanisław Krastowicz
pisWbrew powszechnemu przekonaniu ofiary morderstw zwykle się dobrze znają. W bardzo częstym scenariuszu zabójstwo jest konsekwencją kłótni w rodzinie i w kręgu bliskich znajomych. Czasami chodzi o zadawnione familijne i przyjacielskie waśnie, czasami o podział spadku, czasami o interpretację bieżącej sytuacji w polityce. Przy imieninowym stole, po kilku głębszych, wybucha zaciekła dyskusja, a w którymś momencie nóż czy tasak staje się ostatecznym argumentem. Sądy sądami – jak głosi znana sentencja filmowa – ale racja musi być po naszej stronie.

Konsekwentnie budowana atmosfera sporu pomiędzy PiS-em i PO od czasów wygranych przez Lecha Kaczyńskiego wyborów prezydenckich w 2005 roku, przez „utrącenie” rządów PiS-LPR-Samoobrona w 2007 i ogłoszenie przedterminowego głosowania wygranego z kolei przez PO, „katastrofę smoleńską”, kłótnie o krzyże, musiała wreszcie doprowadzić do tego co się wydarzyło w Łodzi. A może zaczęło się od siekiery Lecha Wałęsy?  Chodziło o to, żeby na siłę podzielić na wrogie frakcje jednolitą formację odpowiedzialną za wprowadzenie kapitalistycznej transformacji i jej następstwa. Dokonać podziału w imię zasad demokracji partyjnej, która tak często pod pozorami „istotnego” politycznego sporu, ukrywa szereg problemów. Ale czy w Polsce mamy jakieś inne kwestie oprócz prezydenckich samolotów, krzyży oraz inwektyw i lapsusów Tuska i Kaczyńskiego, wymagających omówienia?

PiS zawsze przedstawiał się w tej rodzinnej, postsolidarnościowej kłótni, jako ofiara inwigilowana przez służby specjalne, bezwzględnie zwalczana przez przeciwników politycznych i poniżana przez liberalne media. Cześć elektoratu Prawa i Sprawiedliwości doszła nawet do paranoidalnych interpretacji, w którym samolot z ukochanym prezydentem zostaje zestrzelony, a ranni polscy patrioci dobici przez rosyjskich gierojów (na zlecenie premiera Tuska oczywiście). Faktem jednak jest, że jeżeli dziś Jarosław Kaczyński, którego w słowach i wyobraźni uśmiercał niejeden dyskutant przy imieninowych stole, oskarża, że napaść na lokal PiSu w Łodzi to konsekwencja jatki rozpętanej przez media, to ma rację. Nakręcając same siebie, zwłaszcza po katastrofie smoleńskiej, media wzbudziły niebywałą histerię, podgrzewając polityczną atmosferę do stanu wrzenia. Ktoś, nie tylko w słowach i wyobraźni, ale realnie wziął pistolet i strzelił. I znowu jest o czym pisać! Można potępiać, analizować, organizować telewizyjne debaty i to w okresie wyborów samorządowych (aż strach pomyśleć co się będzie dziać podczas przyszłorocznej kampanii wyborczej do parlamentu).

W sporach politycznych często giną ludzie, kiedy walczy się o rzeczy istotne. Ale czy spór pomiędzy PO i PiS był na tyle zasadniczy, że musiał pociągnąć za sobą ofiary? O co w tym sporze chodzi? Jest być może wiele powodów, dla których niejednemu polskiemu politykowi należałaby się kulka: za zbrodnie wojenne w Afganistanie i Iraku, za tajne więzienia CIA i torturowanie w nich ludzi, za bezrobotnych targający się na swoje życie, za tych którzy stają się ofiarami niewydolnej służby zdrowia, gdy władza jednocześnie kupuje F-16 i buduje stadiony, skazując wielu z nich na śmierć z barku lekarstw, odpowiednich badań i miejsca w szpitalu. Za współudział w tych zbrodniach oskarżyć możemy zarówno działaczy PiS, jak i PO. Ale o co chodziło zamachowcowi oprócz tego, że nienawidzi PiSu i Kaczyńskiego? Niestety prawdopodobnie o nic ponadto. To nie polityczny uzbrojony aktywista, którego można potępiać lub gloryfikować, ale ktoś kto przypomina raczej zabójcę Johna Lennona; otumanionego medialna histerią panującą wokół członków The Beatles - Marka Chapmana.

Tak jak śmierć lidera słynnego zespołu i ta da pożywkę dla wszelkiego typu fantastycznych hipotez, które będą nadawać „odpowiednią” rangę temu wydarzeniu w epoce „politycznych celebrytów”. Będzie się twierdzić, że śmierć działacza PiS była wynikiem konspiracji (prawdziwym celem miał być oczywiście Kaczyński), w której „polski Chapman” był tylko pionkiem, wykonującym polecenia służb połączonych z aparatem władzy nowo wybranego prezydenta Komorowskiego. W cudowny sposób uniknął śmierci kolejny Kaczyński. Będzie o tym dyskutować cała Polska z wypiekami na twarzy, obrzucając się nawzajem „mięsem” przy imieninowych stołach, a sprawy maluczkich potoczą się swoim zwykły torem, zepchnięte na drugi i trzeci plan. Wreszcie w dniu wyborczej ciszy i prohibicji, po kościele część uda się do urn, a ich ręką rozdzieli krzyżyki pomiędzy jednych i drugich – PiS i PO. Niech żyje demokracja! A kiedy zdarzy się, że PiS zdobędzie władzę…

Komentarze

0| 1 | an.2010-10-26 08:46
pierwsze zdanie jest bez sensu.. ofiary morderstw dobrze się znają?? między sobą że niby??

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian