Konsultacje

Augustyn Sztirnerowicz-Wróblewski
Drukuj

konsultacje_grafika2To tajemnicze słowo, obok skrótu ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement ), zrobiło w minionych dniach oszałamiającą karierę. Tak więc z ust jednego ministra słyszymy, że konsultacje były wystarczające i prawidłowo przeprowadzone, drugi minister kaja się i przeprasza za właściwy brak konsultacji i obiecuje, że teraz po podpisaniu dokumentu można je jeszcze raz, tym razem prawidłowo, przeprowadzić. Opozycja gani rząd za brak konsultacji, rząd twierdzi, że przecież formalnie konsultacje były.

Trwa przepychanka w „rodzinie” – bo politycy którzy dziś w opozycji dopytują się o konsultacje, „wczoraj” w ławach rządowych mieli je w głębokim poważaniu – wszyscy politycy potrzebują bowiem tylko takich społecznych konsultacji, które będą zgodne z ich oczekiwaniami. Więc nie, nie jestem zaszokowany, gdy okazuje się, że w sprawie ACTA władze konsultowały się tylko z tymi, którzy mogli jedynie poprzeć tą umowę. Doskonale zdaję sobie sprawę, że tzw. konsultacje społeczne to jedynie wygodne narzędzie, pomagające tym, którzy w danym momencie sprawują władzę, ukryć swoją niepohamowaną butę i arogancję, przekonanie o nieomylności. Dzięki konsultacjom, politycy mogą pokazać, że oto wsłuchują się w głos społeczeństwa, zainteresowanych grup społecznych, przedstawicieli organizacji pozarządowych, ekspertów.

Jednym słowem ukryć to, że coraz większy procent głosujących, po wzięciu karty wyborczej i wrzuceniu jej do urny, faktycznie nie ma żadnego wpływu na poczynania tych, którzy zdobędą w tym spektaklu główne role i przez następne 4 czy 5 lat będą nieomylnymi przedstawicielami narodu.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zawsze może być gorzej. Dla mnie, wystarczy spojrzeć na lokalną politykę. W Poznaniu powstało, jeszcze niezasiedlone, getto kontenerów. Dużo i wnikliwie pisaliśmy na jego temat. W przypadku tej haniebnej decyzji nie było konsultacji, władze po prostu kupiły kontenery, z nikim nie konsultując tego absurdalnego pomysłu. Kiedy odezwały się głosy oburzenia, osób i organizacji profesjonalnie wykonujących pracę socjalną na rzecz osób wykluczonych (w tym również tych bliżej niesprecyzowanych trudnych lokatorów), władze miasta podjęły jakiś niemrawy dialog, coś, co przy dużej dozie dobrej woli włodarze miasta nazwą pewnie konsultacjami. Co z tego, że po fakcie (wydaniu publicznych pieniędzy) i co z tego, że głównie za pośrednictwem niekompetentnego szefa Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych – członka Platformy Obywatelskiej Jarosława Pucka. Radnym obiecywano raport na temat skutków społeczno-ekonomicznych powstania osiedla, organizacjom społecznym rzetelną debatę. Ostatecznie nic takiego nie miało miejsca, prezydent miasta Poznania – Ryszard Grobelny - nawet się nie zająknął na temat problemu getta kontenerów przy ulicy Średzkiej, usiłował jedynie kłamliwie uzasadniać jego powstanie, tak jak i inne antyspołeczne działania miasta, poprzez sondaż – który oczywiście nazwał konsultacjami społecznymi.

Podany przykład może wydawać się wszystkim tym, którzy w ubiegłą środę i czwartek protestowali przeciwko umowie ACTA, absolutnie nie na temat. Chodzi mi jednak o zwrócenie uwagi na mechanizmy, którymi posługuje się władza. Z jednej strony, przy odpowiednio ułożonych pytaniach, sugerujących „właściwą” (właściwą dla rządzących) odpowiedź, władza jest skłonna i liczyć się z wynikami sondaży, i przeprowadzać referenda, czyli prowadzić konsultacje społeczne. Jednocześnie, gdy nie jest to na rękę aktualnie rządzącym politykom – lekceważy głos obywateli w całej rozciągłości. Co bowiem znaczy fakt iż we wszystkich badaniach społecznych przeciwko obecności polskich wojsk w Iraku i Afganistanie było zawsze nawet 72% badanych. Ich głos i stanowisko zostało całkowicie zlekceważone przez polityków od prawa do lewa.

Ostatecznie więc chcę, nie tylko we własnym imieniu - mam nadzieję - powiedzieć, że nie zależy mi na żadnych konsultacjach. Nie, nie chcę kolejnych konsultacji w sprawie ACTA! Ja chcę mieć rzeczywisty wpływ na to, co się dzieje w kraju, w moim mieście, zakładzie pracy czy na uczelni. Chciałbym więc konkretnych zmian systemowych, które, w oparciu o zasady demokracji bezpośredniej/uczestniczącej, dadzą mi realny wpływ na to, co się dzieje w życiu społecznym, politycznym i ekonomicznym. Nie, nie chcę, żeby tym razem, po kolejnych odbywających się w normalnym czy też przyspieszonym trybie wyborach, reprezentował mnie Palikot albo jakiś Korwin-Mikke! Nie, nie potrzebuję żadnych polityków i żadnych konsultacji! Jedyne co jest mi niezbędne, jedyne co daje mi gwarancję, że żadna władza nie wprowadzi za moimi plecami umów takich jak ACTA, a może jeszcze gorszych, jest zmiana tego systemu na taki, który da mi więcej wolności i większy wpływ na podejmowane decyzje. Nie mam więc potrzeby wysłuchiwania polityków, od skrajnych nacjonalistów po pseudolewicowców obiecujących, że oni mi pomogą, oni będą słuchać mojego głosu sprzeciwu wobec ACTA... gdy tylko wygrają wybory, gdy tylko zdobędą władzę. Doskonale zdaję sobie sprawę, że gdy kolejna grupka polityków zajmie rządowe ławy, znowu zacznie się spektakl konsultacji społecznych, połączony ze znacznie częstszym spektaklem cynizmu i arogancji, czyli całkowite lekceważenie głosu społeczeństwa.

Dlatego jeszcze raz jasno i dosadnie: NIE DLA ACTA! i NIE DLA PRZEDSTAWICIELSKIEJ DEMOKRACJI! Chcę faktycznej, a nie iluzorycznej, wolności i faktycznego wpływu na decyzje! Dlatego, może i górnolotnie, a dla niektórych zbyt utopijnie, CAŁA WŁADZA W RĘCE SPOŁECZEŃSTWA!!!

Tego samego autora

Brak pasujących artykułów