Rewolucja to zmiana wartości, nie jakaś banalna modyfikacja norm. Wraz z rewolucją rodzą się nowe sytuacje, nowe instytucje a stare warunki i przywileje są niszczone, atmosfera sprawiedliwości i równości zaczyna zajmować miejsce tyranii i podziałów społecznych.
Alfredo Bonanno

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Wybory 2007. Polska demokracja jako Zombie

rozbrat.org
Ponad 50 procent Polaków poszło głosować w ostatnich wyborach parlamentarnych. Zdecydowanie więcej niż dwa lata temu. Trudno się dziwić, skoro przyjęli taką dawkę adrenaliny prosto w żyły. Postawiłaby ona na nogi nawet trupa. "Niepełnosprawność - pisała na swoich internetowych stronach jedna z ogólnopolskich stacji telewizyjnych - nie zwalnia z obowiązku głosowania". Czy także niepełnosprawność umysłowa?

Media uczyniły wszystko, żeby przedstawić głosowanie jako wydarzenie epokowe, nadać mu odpowiedniego dramatyzmu i przyciągnąć miliony ludzi do odbiorników. Odegrano spektakl i odniesiono spory sukces. Pobito rekordy oglądalności. Wszyscy zgodnym głosem namawiali do głosowania: politycy, kościół, artyści. Wszelkie pytania po co głosować, uznano za głupie lub obelżywe. Wszelkie skargi, ze nie ma na kogo głosować - jako przejaw małostkowości albo zbytecznej politycznej pedanterii. Że skutecznie w kampanii pominięto najważniejsze pytania? Skoro bohaterowie obsadzeni w głównych rolach, nie różnili się w ocenach, to czy sens miało prowokować dyskusje? No fakt - po co? Wojskowa obecność w Iraku i Afganistanie (zagłosuję jeszcze raz na morderców), stosunek do prokapitalistycznych reform (zagłosuję jeszcze raz na burżujów), a przede wszystkim ocena polskiej demokracji parlamentarnej (zagłosuję jeszcze raz na skorumpowanych polityków). We wszystkich tych punktach panowała zdumiewająca jednomyślność - "idź i spełnij swój obywatelski obowiązek".

Donald Tusk, bezwzględnie zwycięzca w tym politycznym "tańcu z gwiazdami", może po wielu latach cieszyć się tryumfem. Jak w dobrej grze komputerowej miał wiele politycznych żyć, aby wreszcie odnieść sukces. Romans z Kaczyńskimi pod patronatem Lecha Wałęsy nie był udany, choć wówczas oba obozy wymachiwały siekierami. Obiecanych 100 mln. nikt nie dostał. W 1993 roku ugrupowanie Tuska Kongres Liberalno-Demokratyczny (KLD) poniósł klęskę w wyborach parlamentarnych nie przekraczając progu wyborczego. W tamtych wyborach Tusk wraz z kolegami obiecywał "milion nowych miejsc pracy", a skończyło się na ponad 3 mln. bezrobociu. Dygresja: dziś po ponad 10 latach okazuje się, że projekt się realizuje, z tym że są to nowe miejsca pracy poza naszym krajem. Jednak z debacie z Kaczyńskim Tusk nie czuł się tym faktem zbity z tropu. Sugerował, że wyjeżdżając na Zachód za chlebem pracownicy po prostu wybrali gospodarkę liberalną. Mylnie zatem sądziliśmy, że było to uchodźstwo ekonomiczne, spowodowane liberalną gospodarką, która przyniosła nam wysokie bezrobocie i jeden z najniższych w Europie wskaźników zatrudnienia. Tusk wie, że wszystkiemu winien socjalizm - teraz w wydaniu PiS. Po wyborach w 1993 roku, KLD wspólnie z Unią Demokratyczną, zakładają Unię Wolności. Rolę akuszerki odegrał Leszek Balcerowicz. Liberałowie znów byli razem i w wyborach w 1997 roku, po sukcesie AWSu (Akcji Wyborczej Solidarności) mogli z tym ugrupowaniem stworzyć rząd. Po czterech latach ponowna klęska - AWS i UW zostały starte z politycznej mapy Polski. Ale Donald Tusk już zakładał Platformę Obywatelską, nie partię, ale ruch społeczny - jak zapowiadano. Co z tego projektu zostało? Nazwa. Porzucono wiele programowych celów i chociaż zapowiadano, że ruch nie będzie finansowany z budżetu, koledzy i koleżanki Donalda Tuska przeszli na garnuszek podatników. PO w 2005 roku szykowało się do niepodzielnej władzy, ale los nie sprzyjał. Znowu dotkliwa porażka. Dopiero teraz Donald Tusk odradza się jako zwycięzca. Wielokrotnie pogrzebany zmartwychwstaje i wybawia nas od złego - atak zimna, jesienna sceneria, bliskie Halloween sprawiają jednak, że dalekie to jest od wielkanocnych klimatów. Sformułowanie, że powraca III RP teraz brzmi naprawdę złowrogo - dużej gorzej niż w ustach Kaczyńskiego.

Jest też jednak dobra wiadomość - przegrana PiS. Nie przesadzę jak powiem, że wiele z oddanych na PO głosów to nie tyle zgoda na liberalne pomysły tej partii, ale chęć upokorzenia dotychczasowego rządu: PiS, LPR-u i Samoobrony. I to się udało. Tylko czy cena nie będzie za wysoka? Jeden z moich znajomych mówił, że idzie wybierać między syfem a HIV, czyli między liberałami a pisowcami (retoryka w czasach masowych protestów służby zdrowia jak najbardziej usprawiedliwiona). Problem w tym, że zagrożenie HIV pozostaje, a syf skutecznie obniży odporność immunologiczną organizmu, czyniąc go za cztery lata bardziej podatnym na zarażenie. Co wówczas? Zombie nie zadają takiego rodzaju pytań - już są martwi.

Jarosław Urbański

Tego samego autora

Brak pasujących artykułów


Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian