Kapitał musi dla siebie zawłaszczać naszą przestrzeń. Jest to praktycznie jego obowiązek. Nie może on pozostawić miejsca dla kreatywności, naszej zdolności, aby zrobić coś samemu, naszego pożądania czegoś nowego.
Alfredo Bonanno

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Jarosław Urbański wyb-sasmGdyby wierzyć pierwszym sondażom, wyniki wyborów nic nie zmienią nawet w formalnym układzie sił. Wygrała PO przed PiS, bardzo podobnym stosunikiem jak cztery lata temu. Jedynym novum jest wejście do sejmu Palikota, który faktycznie odebrał głosy SLD. Dowodziłoby to tylko tego, że tzw. „lewica” nie ma nic wspólnego z kwestią socjalną. Ale nie jest to jednak dla nas zaskoczeniem (czytaj TUTAJ). Po drugie: do urn poszło mniej uprawionych do głosowania  - ok. 48,9 proc. wobec blisko 54 proc. w 2007 r. Dojadamy, że w Europie Zachodniej ten odsetek kształtuje się na poziomie przeważnie sporo ponad 80 proc. Władza w Polsce w dalszym ciągu cierpi na kryzys legitymizacji.
Stanisław Krastowicz Japalikot_z_penisemk uczy nas wieloletnie doświadczenie, kampania przedwyborcza miesza, na co dzień wydawałoby się inteligentnym ludziom w głowach. Ostatnio szczególnym objawem politycznego debilizmu jest udzielnie przez niektórych i niektóre przedstawicielki lewicy poparcia dla partii Palikota. Kilka wyświechtanych antyklerykalnych frazesów i werbalne poparcie dla lesbijek i gejów wystarczyło, aby zaczęto poważnie traktować tego politycznego celebrytę. Tym sposobem liberalno-lewicowa inteligencja chce zniżyć się do poziomu nastoletnich fanek i fanów Dody, którzy w swoim uwielbieniu dla gwiazdy przynajmniej nie ukrywają, że generowane jest ono przez gruczoły.
Poznańscy Antyfaszyści i Antyfaszystki marsz_paranoikwTekst nadesłany do redakcji portalu rozbrat.org przez grupę podpisaną jako Poznańscy Antyfaszyści i Antyfaszystki

17 września 1939 roku nie rozpoczęła się II wojna światowa, a nastąpił jedynie kolejny jej etap kiedy wojska sowieckie dotrzymały umowy zawartej z nazistami wkraczając na wschodnie tereny Polski. Pamięć o tych wydarzeniach nie znika, wszyscy znamy je z lekcji historii, a tym którzy na nich nie uważali przypominają o tym oficjalne uroczystości.

Jednak według paranoików, którzy postanowili dziś zwołać marsz rozpoczynający się spod pomnika Powstańców Wielkopolskich, wydarzenia te są pomijane i tylko oni młodzi, dumni, wysportowani mają prawo o nich przypominać. Nazywają siebie nacjonalistami lub narodowcami, a głównym celem ich działań jest dążenie do tego, by wyciągnięta ręka, jednoznacznie kojarząca się z nazistowskim pozdrowieniem „Sieg Heil”, była nazywana „salutem rzymskim”. Znamienne, że w 39’ takim powitaniem witali wojska nazistowskie tylko kolaboranci i volksdeutsche, a w późniejszym okresie wojny za taki gest i współpracę z okupantem, członkowie ruchu oporu wykonywali na delikwentach wyroki śmierci. Dziś grupa owych paranoików, usiłuje nam wmówić, że w ten sposób oddaje cześć bohaterom II wojny światowej. Nasuwa się pytanie, o jakich bohaterach mówią, bo chyba nie o polskich walczących z okupantem.

Stanisław Krastowicz

drodzy_posowie_2Dlaczego ludzie pchają się do władzy? Dlatego, że ją kochają? Dla splendoru? Być może. Ale ani chęć kierowania innymi, ani prestiż dla większości ambitnych jednostek nie wystarcza. Nie wyjaśnia tej bezwzględniej rywalizacji o władzę, jaką obserwujemy. Konflikty polityczne między ugrupowaniami i w szeregach tych samych partii, które wydają się często zwykłemu zjadaczowi chleba kompletnie irracjonalne, pod płaszczykiem szczytnych haseł i retoryką poświęcenia, ukrywają swój realny sens. To wojna o pieniądze, o udział w podziale łupów, o lepszą pozycję startową w wyścigu, którego zwycięzca nie musi się już nigdy martwić o swoją przyszłość. Dopiero pochodną pieniądza jest zarówno realny autorytet, jak też prestiż. „Mieć to być” – oto podstawowa zasada, jaka kieruje ludźmi władzy. Opowieści o zapracowanych, biednych i skromnych reprezentantach narodu to z reguły legendy, nie mające realnego odzwierciedlenia w historycznych faktach.

W 1917 roku Włodzimierz Lenin wyobrażając sobie jak będzie wyglądać Rosja Radziecka zakładał, że pensja delegata i reprezentanta ludu nie może przekraczać przeciętnego zarobku robotnika. W kilka lat po rewolucji okazało się, że nierówności majątkowe w ZSRR szybko się pogłębiają, osiągając – w latach 30. XX wieku - niekiedy rozmiary większe niż na kapitalistycznym Zachodzie. „Czerwona burżuazja” żyła dostatnio, choć wolała się nie obnosić ze swoim dobrobytem. Robotnicy z „bloku wschodniego” walczyli o to, aby te nierówności znieść. Tymczasem z biegiem czasu wmówiono wszystkim, iż problemem nie jest to, że nierówności istnieją, ale że się je ukrywa. Dlatego dziś reprezentanci narodu, w odróżnieniu od „czerwonej burżuazji” obnoszą się ze swoim majątkiem.

Najbogatszym posłem mijającej kadencji jest Mirosław Koźlakiewicz (PO), którego majątek szacuje się na ponad 50 mln zł. Jak zauważyło wielu dziennikarzy, posłowie z roku na roku są coraz bogatsi, co nie powinno nas oczywiście dziwić. Zdziwiłoby nas, gdyby zubożeli, co przytrafiło się parlamentarzystom Czech, którzy z powodu kryzysu finansów publicznych, obcięli sobie – po części przez przypadek – apanaże o nawet 1/5, czego wielu dziś tego żałuje. Jednak Czechy to dziwny kraj do tego ateistyczny. W katolickiej Polsce, gdzie posłowie i senatorowie szorują kolonami posadzki po kościołach, oddając cześć „biednemu cieśli”, pomysł zrównania swoich zarobków do poziomu przeciętnego robotnika, czy choćby obcięcia o 1/5, na pewno nie zaświta w głowie.


antywyborczy1aTyle tytułem wstępu. Teraz zajmę się „ekonomiczno-klasową wiwisekcją” poszczególnych wybrańców narodu z Poznania (okręg nr 39) . Choć w Internecie znajdziemy przykłady ujawnienia majątku posłów i senatorów z różnych regionów i okresów (na podstawie ich deklaracji), to nie jest tych analiz przesadnie dużo, zwłaszcza jeżeli chodzi o Wielkopolskę, która zdaje się w dalszym ciągu wierzyć, że zaglądać w czyjś portfel nie wypada. Jak łatwo odgadnąć, jestem innego zdania.

Od kogo zaczniemy? Może od Krystyny Łybackiej (LiD, ściślej SLD), której wiek i pochodzenie polityczne wskazuje, że słowa Lenina nie powinny być jej obce. Łybacka regularnie wygrywa wyścigi o miejsce w ławach poselskich z ramienia „lewicy”. W tym roku zamierza ubiegać się o reelekcję. W 2010 roku dochody Krystyny Łybackiej z tytułu funkcji poselskich wyniosły ponad 160 tys. złotych, z tego blisko 30 tys. w większości (jak i inni posłowie i posłanki) nieopodatkowane diety. Ale to nie wszystko. Do tego dochodzi „skromna” emerytura – ponad 52 tys. złotych, a także honoraria za wykłady na Poznańskiej Politechnice 5700 zł. Łączne dochody Łybackiej w 2010 r. znacznie przekroczyły 200 tys. złotych. Dzięki temu posłanka może się pochwalić całkiem niemałymi zasobami gotówki (ok. 150 tys.) i nieruchomościami wartymi ok. 500 tys.

Może teraz przejdźmy do Marka Zielińskiego (PO), który jawi nam się jako swego rodzaju odbicie kariery Krystyny Łybackiej. To następne pokolenie zawodowych polityków, tym razem nie z postkomunistycznym, ale postsolidarnościowych rodowodem. Jak przystało na „młodszego kolegę” posłanki Łybackiej, dochody Zielińskiego są nieco mniejsze i wynoszą łącznie rocznie ponad 160 tys. złotych. Zmusiło go to do wzięcia z kasy pożyczkowej Kancelarii Sejmu, na preferencyjnych zasadach jak rozumiem, pożyczki w wysokości 20 tys. złotych. Poseł Zieliński będzie walczył o 160 tys. dochodu poselskiego także w tym roku. I ma szansę. Uchodzi za „miernego, ale wiernego” sługę neoliberalnych elit ze związkowym rodowodem.

Jan Filip Libicki z PiS (obecnie poza PiS), który jak wiemy zastąpił w sejmie schorowaną Zytę Gilowską. Jego dochody poselskie sięgnęły blisko 150 tys., ale w tym samym roku otrzymał on zwrot podatku (!!!) na kwotę – bagatela – 147 tys. złotych. Bez wątpienia można stwierdzić, iż młody Libicki jest krezusem, którego było stać na zaciągnięcie pół miliona franków szwajcarskich kredytu. Oszczędności w gotówce to 70 tys. ale w nieruchomościach poseł Libicki posiada 1,2 mln. złotych. Aktywnie działa na rynku nieruchomości, obracając licznymi pożyczkami i dając się poznać jako bezwzględny kamienicznik.

Płynnie przejdźmy od PiS do PO dzięki Grzegorzowi Tomczakowi, renegatowi z partii Jarosława Kaczyńskiego, obecnie w szeregach PO. Ale czego to ludzie nie zrobią i nie powiedzą, żeby zdobyć zdolność kredytową? Tomczak może się poszczycić kredytem w wysokości pod 162 tys. franków szwajcarskich i 269 tys. w złotówkach. Nieruchomości – „skromnie” 420 tys. zł. Dochody poselskie w okolicach 140 tys.zl.

Waldy Dzikowski (PO) wsławił się karierą od „pucybuta do milionera”, czyli w naszym kraju powinniśmy napisać „od wójta do prominentnego posła”. Jako wójt podpoznańskiego Tarnowa Podgórnego, zdobył popularność wchodząc w dupę zachodnim inwestorom. Diety i uposażenie poselskie Dzikowskiego to ponad 160 tys. złotych. Poseł najbardziej lubi inwestycje w polisy ubezpieczeniowe, które wykupił na kwotę 130 tys. zł. Nieruchomości to kolejnych 500 tys. złotych.

Z kolei Michał Stuligrosz (PO) preferuje różnego rodzaju papiery wartościowe, których posiada na sumę prawie 240 tys. zł. Nieruchomości: 1.250 tys. zł. Diety i uposażenie poselskie pobiera poseł Stuligrosz w wysokości 180 tys. zł. Nic dziwnego, że przy tak wysokich dochodach, Stuligrosz zafundował sobie mercedesa, na którego zakup wziął kredyt w wysokości… 122 tys. złotych.

Arkady Fiedler (PO) który dostał się do sejmu przede wszystkim dzięki nazwisku, jest z pewnością naszym poznańskim najdroższym posłem. Jego roczne uposażenie wynosi co prawda „jedynie” 120 tys. zł., ale w ciągu 4 latach zabrał w sejmie głos… 10 razy. Przeciętnie jedna, z reguły krótka, wypowiedź Arkadego Fiedlera w sejmie kosztowała poznańskiego podatnika ok. 48 tys. złotych. W nieruchomościach Fiedler posiada blisko 1,5 mln. złotych zł.; w gotówce ponad 100 tys. zł.

W tym kontekście posłanki Agnieszka Kozłowska – Majewicz (PO) i Bożena Szydłowska (PO) to tytani pracy (89 i 129 wypowiedzi w sejmie). Pierwsza podaje dochód w wysokości 120 tys. a druga ponad 160 tys. złotych. Szydłowska dodatkowo posiada w gotówce 100 tys. zł. i w różnych nieruchomościach 700 tys. złotych. Wreszcie Dariusz Lipiński (PO); uposażenie poselskie ponad 160 tys. zł. 500 tys. zł.  w nieruchomościach i 175 wystąpień w sejmie.

Piszemy tu o posłach, a co z senatorami? Weźmy przykładowo Marka Ziółkowskiego (PO), Uposażenie senatorskie 257 tys. złotych, do tego Ziółkowski, jako profesor socjologii, pobiera wynagrodzenie za swoje wykłady w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie – ponad 98 tys. złotych. Wreszcie dodatkowo dostaje ponad 10 tys.zł. od Fundacji Nauki Polskiej. Razem 338 tys. złotych. Żona profesora pobiera swoją emeryturę (chyba na fryzjera) w wysokości 21 tys. złotych.

Pensje najlepiej zarabiających pracowników z reguły nie przekraczają rocznie 45 tys. złotych brutto. Spora część musi zadowolić się dochodami o połowę mniejszymi, a ci którzy popracują za minimalne wynagrodzenie uzyskują dochody na poziomie co najwyżej 17 tys. rocznie. Jeżeli są posiadaczami swoich mieszkań, a wielu nie jest, to ich wartość przeciętnie nie przekracza ok. 250-300 tys. złotych. Reprezentanci narodu zarabiają zatem wielokrotnie więcej od przeciętnego pracownika, bezrobotnego, emeryta, czy rencisty. Dysproporcje są ogromne nie tylko w dochodach, ale także w posiadanym majątku i zabezpieczeniu na przyszłość. Właśnie rozpoczyna się kolejny wyścig o nagrody ufundowane przez ogłupiany naród. 

rozbrat.org bialorus-sadOd pół roku mieszkańcem Rozbratu jest Stas Poczobut, brat Andrzeja Poczobuta, któremu obecnie grozi 4 lata więzienia za obrazę prezydenta Łukaszenki (sprawę tę nagłaśniają oficjalne media). Nasze kontakty rozpoczęły się już w połowie lat 90. drogą korespondencyjną. W 1998 r. Stas oraz jego brat Andrzej wraz z innymi muzykami z zespołu Deviation, zagrali u nas koncert (Andrzej grał wtedy na gitarze basowej, Stas do dziś jest w nim wokalistą). Rok później Stas przyjechał na Rozbrat na wykład o ruchu anarchistycznym na Białorusi, z którym utożsamia się od wielu lat.

W 2003 r. do Polski dotarły wiadomości o pobiciu do utraty przytomności Stasa przez funkcjonariuszy milicji w Grodnie. W ostatnich latach był sześciokrotnie aresztowany na kilkanaście dni za rzekome „drobne wykroczenia”, m.in. gdy organizował w 2006 r. akcję solidarnościową z więźniami politycznymi oraz krewnymi zaginionych polityków, działaczy społecznych i dziennikarzy. W 2010 r., jeszcze zanim się do nas wprowadził, zorganizowaliśmy z nim kolejne spotkanie na temat powyborczych protestów oraz sytuacji na Białorusi (relacja ze spotkania).

Teraz rozmawiamy o ostatnich protestach na Białorusi, kryzysie ekonomicznym, ruchu wolnościowym, ale również o sytuacji jego brata.


Jarosław Urbański khel2W środę zapał wyrok w sprawie Nangar Khel. Teoretycznie po kampanii wybielającej sprawców ostrzelania afgańskiej wioski, za którymi murem stała armia, rząd i poważna część mainsteamowej prasy, naiwnością było się spodziewać innego niż uniewinniający wyrok. Jednak kiedy media o nim poinformowały to przyznam, że się we mnie zagotowało. Zabici są – winnych nie ma. Być może jeszcze za wcześnie na ocenę, bo wyrok nie jest prawomocny, ale trudno tej sytuacji nie skomentować. Tym bardziej, że według liberalnej prasy, honor polskiego oręża (jakby się odbijały echem słowa generała Jaruzelskiego) został uratowany. Widzimy jak „państwo prawa” z wielkim zapałem ściga zbrodniarzy wojennych pod warunkiem, że to nie są ich właśni siepacze.

Paweł Michał Bartolik khel31 czerwca 2011 r. polski „niezawisły” sąd uznał za niewinnych polskich żołnierzy, którzy 16 sierpnia 2007 r. dokonali – zgodnie ze wszelkimi „prawidłami sztuki” – kolonialnej pacyfikacji afgańskiej wioski Nangar Khel, zabijając na miejscu 6 osób, w tym kobiety i dzieci. Dwie kolejne osoby zmarły później w wyniku odniesionych ran, a trzy pozostały trwale okaleczone.

Przychodzą na myśl słowa Johna Reeda, napisane w środku rzezi pierwszej wojny światowej:

Paweł Michał Bartolik szymanyRządzą nami takie same osobistości – złe języki mówią: szuje i świry – jak Ben Ali, Mubarak, Kaddafi, Saleh, Assad i s-ka, zyskując jeszcze formalno-demokratyczną legitymację. Nieraz nie zamierzają za nich świecić oczami nawet normalnie tak serwilistyczne wobec imperializmu i burżuazji media jak TVN i „Gazeta Wyborcza”, która 31 maja cytuje następujące słowa Józefa Piniora, uczestniczącego w 2006 r. w pracach komisji Parlamentu Europejskiego, badającej sprawę tajnego więzienia CIA w Polsce: „Z mojej wiedzy nabytej w tym czasie wynika, że istnieje dokument z podpisem premiera Millera, który reguluje funkcjonowanie w Polsce ośrodka będącego więzieniem śledczym CIA. Jest on do tego stopnia szczegółowy, że określa, co należy robić, jeśli w ośrodku pojawią się zwłoki przetrzymywanej tam osoby. To oznacza, że strona polska wiedziała, co tam się dzieje”.

Stanisław Krastowicz khelWłaśnie do końca zbliża się proces polskich żołnierzy, którzy służąc na misji „stabilizacyjnej” w Afganistanie użyli moździerzy i karabinów maszynowych do ataku na wioskę pełną cywili – zabili 6 osób, mnóstwo ranili, w tym w trzech przypadkach trwale okaleczając. Wśród zaatakowanych były kobiety i dzieci. Wyrok w tej sprawie mamy usłyszeć 1 czerwca.

Wczoraj  wydano komunikat o odnalezieniu i aresztowaniu Ratko Mladicia – serbskiego zbrodniarza wojennego. Wysokiego rangą dowódcy, który zadecydował nie tylko o zakończeniu oblężenia Sarajewa nakazując szturm na miasto, ale prawdopodobnie był także jednym z „architektów” mordu w Srebrenicy w czasie którego wymordowano około 2000 cywili. Mladić złapany został dopiero teraz prawdopodobnie dlatego, że mógł liczyć na pełne poparcie serbskich nacjonalistów i służb specjalnych, które ukrywały go przez te wszystkie lata.

Stanisław Krastowicz papiezBeatyfikacja Jana Pawła II wywołuje zrozumiałe zainteresowanie, zwłaszcza w Polsce, gdzie w momencie jego śmierci podniosło się gromkie żądanie wyniesienia Wojtyły na ołtarzy bez zbędnych ceregieli. Tymczasem postać, która dla wielu Polaków wydaje się być niepodważanym autorytetem, źródłem prawdy, jest o wiele bardziej kontrowersyjna niżby się mogło wydawać. Dziś, w chwili beatyfikacji, wypomina mu się przede wszystkim to, iż milczał w sprawie nadużyć seksualnych księży katolickich, do których doszło masowo w wielu krajach. Papież musiał być ich świadom. W Poznaniu religijne szambo - które w tym przypadku wg nas bardziej dotyczy totalnej hipokryzji, niż preferencji seksualnych - wybiło na przykład za sprawą, przyjmowanego z estymą na salonach tutejszej nuworyszowskiej burżuazji, arcybiskupa Petza. Kapłan ten miał w zwyczaju podrywać kleryków. Ale to były tylko niewinne igraszki w porównaniu z tym, co np. ujawniono w przypadku praktyk do jakich dochodziło w irlandzkim Kościele. Tam księża w sposób niekiedy bezwzględny wykorzystywali swoją uprzywilejowaną pozycje.

Jaki zatem był Jan Paweł II? Poniżej prezentuje tekst, opracowany na podstawie dwóch artykułów: opublikowanego w 2005 roku na łamach nieistniejącego już miesięcznika Nowy Robotnik „Próba bilansu” Konrada Markowskiego oraz „Pope John Paul II, a reactionary in shepherd's clothing” Barry Healy z tygodnika Green Left Weekly.  (SK)

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian