Syci i zadowoleni?

Jarosław Urbański
Drukuj
owceW poprzednim tygodniu poznańska prasa ujawniła wyniki rankingu polskich miast, sporządzonego przez firmę konsultingową PwC (PricewaterhouseCoopers). Mój „ulubiony” neoliberalny ekonomista, wcześniej doradca prezydenta Kwaśniewskiego, dziś ekspert PwC, Witold Orłowski, stwierdził w komentarzu, że „Poznań to syte, zadowolone z siebie miasto…” Faktycznie, gdyby wierzyć temu rankingowi to Poznań bryluje zarówno z uwagi na wysoki PKB liczony na głowę mieszkańca (drugie miejsce za Warszawą i tuż przed Katowicami), a także z uwagi na „kapitał ludzki i społeczny” (drugie miejsce po Warszawie, a przed Wrocławiem). Jesteśmy zatem bogaci i zajebiści, ale – i tu zaskoczenie – w poziomie jakości życia PwC klasyfikuje Poznań poniżej średniej - za Białymstokiem, Warszawą, Szczecinem, Wrocławiem, Lublinem, Bydgoszczą i Krakowem. Biorąc pod uwagę, iż firma badał tylko 11 miast, to wleczemy się w ogonie. 

Okazuję się, że kuleją u nas zarówno kwestie związane z bezpieczeństwem, opieką zdrowotną, jak i oświatą. Choć duży odsetek osób z wyższym wykształceniem liczy się nam jako plus przy obliczaniu kapitału ludzkiego (wg metodologii PwC), to jednak wiadomym jest, że poznańskie uczelnie wyższe w skali kraju – delikatnie mówiąc – nie przodują. Pojawia się zatem także pytanie o jakość kształcenia podstawowego. Kiedy przyjrzyjmy się wynikom np. egzaminów gimnazjalnych, to w roku 2009 takie miasta jak Warszawa, Wrocław czy Kraków zdecydowanie nas wyprzedzały. Cała Wielkopolska w testach tych wypada źle, co oczywiście kwestionuje regionalną rolę Poznania, jako ośrodka nauki i kultury.

Źle sytuacja przedstawia się także w poznańskiej służbie zdrowia. Niedawno słyszałem, że według jednego z rankingu, najlepszy poznański szpital uplasował się na... 100 pozycji w skali kraju. To chyba również dużo poniżej oczekiwań „sytego miasta” know-how. Wreszcie ów wychwalany przez ekonomistów stabilny rynek pracy mocno się ostatnio zachwiał. W aglomeracji poznańskiej w ostatnich dwóch latach (w stosunku do grudnia 2008 roku) bezrobocie podskoczyło o 104% (z 7,9 tys. zarejestrowanych bezrobotnych do 16,2 tys.) i ciągle rośnie (rok do roku przybyło 13,4% bezrobotnych). Dodatkowo 80-procentowy spadek inwestycji, który nas czeka w najbliższych latach, ujemnie wpłynie na i tak pogarszającą się sytuację na rynku pracy w regionie i aglomeracji. Mimo tego wszystkiego Orłowski twierdzi, iż „Poznań ma szansę stać się drugim po Warszawie centrum Polski”. Chyba tylko w piłce nożnej, o co – fakt! – władze miasta zadbały jak żadne inne. 

Na poważnie trzeba stwierdzić, że wszystkie te rankingi raczej mają za zadanie stworzenie pewnej iluzji rozwoju i dobrobytu, podtrzymać ducha rywalizacji, ale przede wszystkim przemycić pewne neoliberalne mity. Po pierwsze ten, iż rozwój miast jest ściśle uwarunkowany stwarzaniem „udogodnień dla biznesu” (co powtarza się jak mantrę). I – po drugie - że rozwój ekonomiczny samoistnie przekłada się na jakość życia mieszkańców. Orłowski stwierdza autorytatywnie, że Poznań „musi poprawić ofertę dla inwestorów, promocję i infrastrukturę”. Tymczasem zadłużona po uszy stolica Wielkopolski, wydała już setki milionów na inwestycje, które raczej się nie przekładają na realną poprawę jakości życia mieszkańców. Choć w generowaniu PKB Poznań, wg danych PwC, przesunął się na czoło polskich największych aglomeracji, jednak można zaryzykować hipotezę, iż to prawdopodobnie przejściowe, skutek sięgnięcia po pieniądze unijne z pewnym opóźnieniem względem innych miast, co dziś spowodowało lepsze wyniki w tym względzie. Problem polega na tym, iż środki te zostały spożytkowane w sposób dość rozrzutny i jednokierunkowy, korzystny dla biznesu, ale bez zadbania o te sfery życia, które tak naprawdę decydują o jakości naszego życia, jak edukacja czy służba zdrowia. 

Na zakończenie chciałbym przytoczyć dowcip, który słyszałem wiele lat temu. Pewien yuppie wybrał się na wycieczkę w góry. Idąc szlakiem zobaczył jak baca wypasa swoje owce na hali. Kierowany przedsiębiorczością i wiarą we własne zdolności, podszedł i mówi do bacy: 
- Baco, jak powiem ci, ile tu na hali pasie się twoich owiec, to oddacie mi jedną. Zgoda?
- Zgoda – odpowiada nieco zaskoczony baca.
Yappie wyciągnął ze swego plecaka laptopa, włączył go, połączył się z satelitą, satelita zrobił zdjęcie rzeczonej hali, zdjęcie zostało przeanalizowane przez specjalny program i po kilku minutach, młodzieniec znał odpowiedź. 
- Baco – mówi – macie tu 87 owiec. Prawda?
- A no prawda – odpowiada baca.
Yuppie bez zbędnych ceregieli zainkasował swoją wygraną, wrzucając ją na plecy i zaczął się oddalać.
- Poczekajcie panoczku – krzyczy za nim baca. Jeżeli ja powiem wam skąd wy są, to oddacie to co moje?
- No dobrze – odpowiedział pewny siebie yuppie.
- Wyście są ekspert z PricewaterhouseCoopers.
Młodzieniec rozdziawił gębę, bo faktycznie pracował dla tej renomowanej firmy konsultingowej.
- Skąd to wiecie baco?!
- Bo po pierwsze – mówi baca – przyszliście tu, choć was nikt nie prosił. Po drugie, powiedzieliście nam to, co i tak dobrze wiedziałem. Po trzecie, to co trzymacie na plecach to nie owca, ino mój pies.