Idea, zgodnie z którą ubodzy mają prawo do odpoczynku, zawsze była szokująca dla bogatych.
Bertrand Russell

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Puste trybuny na miejskim stadionie. I co teraz?

Stanisław Krastowicz
stadionNiedawno poznańska prasa doniosła o znaczącym spadku frekwencji na stadionie Lecha Poznań. Średnio na siedmiu rozegranych w rundzie jesiennej meczach, pojawiło się 14,5 tys. widzów. To zdecydowanie poniżej oczekiwań. W poprzednich sezonach o wiele więcej widzów oglądało Lecha, niż jesienią tego roku. Nie licząc oczywiście okresu, w którym Lech Poznań nie mógł z powodu modernizacji stadionu przy Bułgarskiej grać regularnie na głównym obiekcie (2009/2010). Średnia rekordowego sezonu 2010/2011 wyniosła 20,5 tys. widzów, w sezonach 2007/2008 oraz 2008/2009 16-18 tys. Wyniki te tak rozochociły władze klubu, że w tym roku spodziewały się przeciętnie 25 tys. fanów Lecha na trybunach. Realia okazały się inne.

Spadek frekwencji przyczynia się wyraźnie do kłopotów finansowych klubu. Załamała się też sprzedaż klubowych gadżetów. Zmusiło to władze Lecha Poznań do zaciągnięcia w grudniu ubiegłego roku kredytu w wysokości 5 mln. złotych. Niektórzy łączą spadek frekwencji na Bułgarskiej z relatywnie wysokimi cenami biletów, jakie od dłuższego już czasu obowiązywały w Poznaniu. Klub ostatecznie zdecydował się na obniżenie cen.

Jednak wydaje się, że przyczyną spadającej frekwencji na stadionie Lecha Poznań jest nie tylko wysoka cena biletów. Średnia frekwencja na meczach spadła w całej ekstraklasie: z 8706 widzów na mecz w sezonie 2010/2011 do 6753 jesienią tego roku. Choć faktem jest, że spadek frekwencji na Bułgarskiej jest relatywnie większy. Wiele zarządowi klubu musiała dać do myślenia szczególnie niska frekwencja w dwóch ostatnich, wygranych przez Lecha w ładnym stylu, jesiennych meczach – 9 tys. widzów.

Bez wątpienia przyczynił się do tego konflikt rządu z kibicami i ogłoszenie na trybunach „strajku”. W Poznaniu, gdzie ruch kibiców jest najsilniejszy, szacowano, że przystąpiło do niego kilka tysięcy fanów. Część z nich zapowiada, iż pomimo ogłoszenia zakończenia bojkotu, nie pojawi się na trybunach w tym sezonie rozgrywek ekstraklasy.  Nie bez przyczyny są też gorsze wyniki Lecha, za co obciąża się winą obecnego trenera.

Frekwencji z pewnością nie sprzyja też coraz większa krytyka zarówno ruchu kibicowskiego, jak też samej prostadionowej polityki inwestycyjnej prowadzonej przez władze centralne i lokalne. Wreszcie – ostatnie, ale być może nie najmniej ważne – to kryzys ekonomiczny, który zmusza ludzi do rezygnacji z różnych form rozrywki.

Tak czy inaczej może okazać się, że w dobie Euro 2012 zainteresowanie piłką nożną zamiast wzrosnąć – spadnie. Katastrofą frekwencyjną okazał się międzynarodowy mecz Polska – Węgry, rozgrywany w listopadzie ubiegłego roku w stolicy Wielkopolski, na który sprzedano zaledwie 7 tys. biletów. Miał on być swego rodzaju testem przed zbliżającymi się Mistrzostwami Europy. Na manewry zmobilizowano między innymi oddziały policji, które miały „trenować” swoje umiejętności przed Euro. Teraz przyznaje się, że trzeba będzie ćwiczenia powtórzyć, na którymś z meczów Lecha Poznania, co - jak widzimy - może się okazać ze względu na absencję kibiców Lecha nie takie proste.

Oprócz ewidentnych strat dla prywatnego klubu, spadek frekwencji na stadionie w Poznaniu uderza także w budżet miasta – formalnego właściciela areny. Operator obiektu – którym stał się w zasadzie Lech Poznań -  płaci samorządowi od 4 do 7 mln. zł. czynszu rocznie w zależności od wyniku finansowego, czyli przede wszystkim od frekwencji. Kłopoty finansowe klubu mogą oznaczać kłopoty miasta z wyegzekwowaniem czynszu, nie mówiąc już o jego wysokości.

Idąc tym tropem trzeba zauważyć, iż głęboki kryzys ekonomiczny dotknął Irlandię, Włochy i Chorwację, których drużyny mają zagrać trzy mecze w ramach rozgrywek Euro 2012 w Poznaniu w czerwcu tego roku. Nie zanosi się w takim układzie, aby fala turystów z tych krajów zalała nasze miasto. Dotrze ich z pewnością mniej, niż można było się spodziewać w chwili ogłoszenia Polski gospodarzem Euro. Mistrzostwa zdaje się będą na miarę dzisiejszego stanu światowej gospodarki.

Kosztujący miasto 750 milionów zł. stadion, zaczyna być kulą u nogi, której nie tak łatwo będzie się pozbyć. Sztandarowa inwestycja miasta może się okazać nie tylko przyczyną jego zguby finansowej, ale też fiaska propagandowego.

Komentarze

0| 3 | Mechaniczna Mandarynka2012-01-09 22:21
ja bym nie krytykował powstawania stadionu. Pojawienie się nowego obiektu sportowego zawsze zwiększa motywację ludzi uprawiających daną dziedzinę sportu, a co do generowanych strat - czasem przedsiębiorstw a przez lata utrzymują się na granicy opłacalności, by później mieć szansę zostania liderem.
-1| 2 | Wojt2012-01-07 20:58
Według mnie przyczyna słabej frekwencji to w pierwszej kolejności kiepska gra Lecha,potem można wysuwać inne przyczyny.
-4| 1 | Jakub.nowik2012-01-07 10:40
Jest to stadion miejski, a nie stadion Lecha.

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian