Urzędnicy i facebook – czyli jak Pucek szpieguje

TM
Drukuj
putzek1Po raz kolejny poznańscy urzędnicy, a w szczególności ten jeden jedyny, być może nawet przyszły prezydent  tego miasta, pokazali jak doskonale czują się w klimacie szpiegostwa, rozprawiania się z biedą i  patologią, która nie dość, że rodzi dzieci, to jeszcze pozwala im nad Rusałką jeździć konno.

O co chodzi? Ano chodzi o panią Sylwię, która po bezowocnych wnioskach i prośbach o mieszkanie socjalne wzięła zdecydowanie sprawy w swoje ręce i zajęła pustostan (zdecydowani podoba mi się ta forma aktywności społecznej).  Oczywiście w tym przypadku reakcja władzy była natychmiastowa: „karny czynsz”, który zresztą pani Sylwia uczciwie płaciła. To ważne, gdyż wielu, w tym także urzędnicy, chętnie podają tego rodzaju sytuacje, jako zdarzenia z udziałem niepłacących i niszczących wszystko „trudnych lokatorów”. Sąd zasądził eksmisję w 2008 roku.

W międzyczasie pani Sylwia skierowała sprawę do sądu o przyznanie jej lokalu socjalnego, którą w pierwszej instancji wygrała. No i tu zaczynają się dziać dziwne rzeczy.  Okazuje się, że ZKZL (Zakład Kiwania Zdezorientowanych Lokatorów) śledzi panią Sylwię, a dokładniej przegląda jej facebooka, chcąc znaleźć …hmmm no właśnie co? Odnosi się wrażenie, że jedynym celem tego zamieszania jest „uziemienie” pani Sylwii (nie bacząc na jej stan i dzieci), zanim się ewentualnie wyroku uprawomocni. Za wszelką cenę,. aby pokazać że to władza i tylko władza ma rację i tylko ona ma prawo decydować o życiu obywateli. Już to raz przerabialiśmy.

Pominę, w argumentacji Pucka, sytuację z konkubentem, bo egzystujemy w wolnym kraju i każdy ma prawo żyć tak, jak mu się podoba, a władza nie ma prawa używać tego jako argumentu.  Nie wolno jej zaglądać pod kołdrę. Bardziej zastanowiło mnie to, że dyrektor tego komunalnego przedsiębiorstwa zniża się do poziomu detektywa Rutkowskiego  zmiksowanego z Hanną Gronkiewicz Waltz (to ta, która o skłotach pisała, że są niebezpieczne, bo pali się tam papierosy i może dojść do pożaru). Otóż bystre oko urzędnicze dostrzegło, że na facebooku pani Sylwia zamieściła zdjęcia, jak spędza czas z dziećmi nad Rusałką. Co gorsza dziecko pani Sylwii jest na koniu. Trochę nie rozumiem z tym jeżdżeniem konno, czyżby było tylko zarezerwowane dla elit urzędniczych i tych z wysokimi zarobkami? Myślałby kto, że matka stara się dziecku umilić dzieciństwo, a tu jednak nie, jednak lepiej byłoby jakby bachory siedziały w domu...a konno to tylko Jaśnie Państwo może jeździć.

Rozumiem także, że nad Rusałką dorosła osoba nie może  ani zapalić, ani piwka wypić? Miejmy zatem nadzieję, że z pomocą straży miejskiej rozprawi się  dyrektor Pucek z patologicznymi poznaniakami którzy od wielu lat tak spędzają czas nad tym jeziorkiem.  To może być świetna walka Pucek kontra poznańskie zwyczaje… ciekawe kto wygra?

Jeszcze jeden smaczek zaserwował nam pogromca kobiet w ciąży i kobiet na wózkach inwalidzkich, otóż twierdzi że, cyt: „Dzieci i ciąża nie mogą być okolicznością łagodzącą.”  No tak, urzędnicy… dzieci nieważne, ciąża nieważna (w końcu to przedstawiciel ZKZL-u obecny na eksmisji, rozmawiając przez telefon komentował ciąże Sylwii, że nie trzeba się martwić, bo w każdej chwili może poronić – „jaki pan, taki kram”) ważne, żeby lokal na ul. Gnieźnieńskiej stał pusty, ważne żeby hołota z mniej zasobnym portfelem niż dyrektor Pucek ( oświadczenie majątkowe złożone w roku 2010 – umowa o pracę blisko 100 tys. rocznie) czuła respekt i nie zajmowała latami pustych lokali, które niszczeją, bo  ZKZL ma w d… potrzeby mieszkańców, oraz zajęty jest przeglądaniem facebooka w poszukiwaniu zdjęć na kucyku.

Szpiegowskie zabawy Pucka, możliwe są jedynie dzięki innemu przyjacielowi mieszkańców Poznania – Ryszardowi Grobelnemu. Prezydent miasta nie brudzi sobie rąk, ma od tego ludzi, to on jednak firmuje kulawą politykę miasta, prowadzącą jedynie do zadłużenia i coraz większej pogardy decydentów wobec mieszkańców.