Radykalna teoria nie ma nic do stracenia i do szanowania. Krytykuje siebie, jak i wszystko inne. Nie jest doktryną, którą trzeba przyjąć na wiarę, ale prowizorycznym uogólnieniem, które wymaga ciągłej weryfikacji.
Ken Knabb

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Dwie debaty o mieście – partycypacja i mieszkalnictwo

Stanisław Krastowicz

mieszkalnictwoW dobiegającym końca tygodniu miały miejsce dwie debaty dotyczące spraw miejskich. Pierwsza z nich odbyła się w poniedziałek 24 września w klubokawiarni „Głośnej” i dotyczyła kwestii partycypacji mieszkańców w procesie podejmowania przez władze samorządowe decyzji (także budżetowych). Druga – w środę 24 września - dotyczyła spraw polityki mieszkaniowej i odbyła się w galerii Kolektywu 1a (przy ul. Św. Wojciech).

 


Partycypacja – ale jaka?

Poniedziałkowe spotkanie związane było z wydaniem przewodnika Krytyki Politycznej po partycypacji. Panelistami byli prof. Krzysztof Podemski (UAM), Maciej Milewicz (Urząd Miasta Poznania), Michał Kucharski (My-Poznaniacy),  Jarosław Urbański (FA Poznań, Inicjatywa Pracownicza) oraz Michał Wybieralski (Gazeta Wyborcza). Debatę prowadzili Joanna Erbel i Przemysław Sadura (Krytyka Polityczna). W zaproszeniu organizatorzy pisali:  „Jeszcze kilka lat temu kwestia udziału mieszkanek i mieszkańców w miast w podejmowaniu kluczowych decyzji była radykalnym postulatem miejskich aktywistek i aktywistów. Teraz staje się praktyką. Idea budżetu partycypacyjnego przestała był utopią z odległego Porto Alegre, ale stała rozwiązaniem wprowadzanym przez polskie miasta, w tym Poznań”. Jak można było przypuszczać debata nie wniosła nic nowego. Maciej Milewicz bronił stanowiska miasta, które było atakowane znanymi przykładami ignorowania głosu mieszkańców, manipulowania w tym względzie opinią publiczną, nie respektowania swoich własnych konsultacji itd. Na zakończenie wszyscy w zasadzie paneliści zgodnie stwierdzili, iż są debatą rozczarowani.

Podstawowa różnica zdań zdaję się tkwiąc w podejściu do zagadnienia. Po pierwsze – miasto traktuje pewne inicjatywy dotyczące partycypacji jako, co najwyżej, swoisty rodzaj eksperymentu. Przede wszystkim jednak chce uchronić się tym sposobem przed zarzutem, że nie dopuszcza obywateli i obywatelek do głosu. Po drugie – część aktywistów i aktywistek oraz środowiska naukowego wydaje się traktować partycypację jako swego rodzaju projektu uświadamiającego i kształcącego mieszkańców w zakresie spraw obywatelskich. Skłonna jest zatem chwalić władze nawet wówczas, kiedy mamy tu do czynienia z jakimiś karykaturalnymi propozycjami, w rodzaju poddawania pod dyskusję społeczną sposobu rozdysponowania 10 mln. złotych (na 3 miliardowy budżet), na zasadzie „konkursu ofert” (ostatnia propozycja władz Poznania – czytaj TUTAJ). Realny wpływ  mieszkańców na bieg spraw publicznych może być tu porównywalny faktycznie z możliwościami jakie mają gimnazjaliści uczestniczący w inicjatywach w rodzaju „młodzieżowa rada miasta”.

To paternalistyczne podejście oczywiście nie może zostać zaakceptowane przez trzecią opcję, której my sprzyjamy. Traktujemy partycypację jako rewolucyjny program mający zmienić relacje społeczne i dopuścić większość mieszkańców do procesu podejmowania decyzji dotyczących większości spraw miasta. Pierwsze dwa podejścia nie są w stanie odpowiedzieć na żaden realny problem czy konflikt społeczny, czy to dotyczący spraw socjalnych, mieszkaniowych, transportu zbiorowego itd. Stwarzają tylko pozory zmiany, gdy w istocie petryfikuje się zastany stan rzeczy.

Pod dyktando developerów

Debata środowa, dotycząca polityki mieszkaniowej, wydała się o wiele bardziej merytorycznie bogatsza i interesująca. Organizatorem była redakcja nowego magazynu „Miasta”.  W panelu dyskusyjnym udział wzięli: Katarzyna Czarnota (Wielkopolskie  Stowarzyszenie Lokatorów, FA Poznań), Lech Mergler (My-Poznaniacy), Jarosław Pucek  (dyrektor Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych), Karolina Skrzypczak (lokatorka, aktywna uczestniczka szeregu akcji lokatorskich), Tomasz Lewandowski (radny Poznania, Przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej i  Polityki Mieszkaniowej), Jerzy Pospiech (członek zarządu Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości Prywatnych „Kamienica”). Prowadzili spotkanie Joanna Erbel (Magazyn Miasta) i Michał Wybieralski (Gazeta Wyborcza).

Jako pierwszy głos zabrał Tomasz Lewandowski, który postawił tezę o zasadniczym znaczeniu przy dyskusji na temat mieszkalnictwa: prezydent Grobelny nie rozwijał budownictwa komunalnego uważając je za konkurencję dla firm developerskich. Taką opinię – wg Lewandowskiego -  miał wyrazić kiedyś wprost.

Z drugiej strony szef ZKZL, Jarosław Pucek, twierdzili, iż za jego poprzedników faktycznie Zarząd trwał w marazmie. Projekt budowy 300, a po prywatyzacji ZKZL, być może kolejnych 500 mieszkań komunalnych, przedstawiał jako przełom w tej sprawie. Watro w tym miejscu jednak zaznaczyć, iż rocznie miasto kieruje do sprzedaży, na preferencyjnych warunkach, dotychczasowym lokatorom, ok. 1000 mieszkań rocznie. „Komunalek” cały czas ubywa. Słusznie zatem zauważono (m.in. Lech Mergel z My–Poznaniaków), że w dalszym ciągu brak jest woli politycznej, aby dokonać w tym zakresie fundamentalnej zmiany.

Dyskutowano także o pomocy socjalno-mieszkaniowej dla lokatorów z zasobów prywatnych. Miasto – co dobitnie widać w przypadku konfliktu na ulicy Stolarskiej – odcina się od problemów z jakimi muszą się borykać mieszkańcy prywatyzowanych kamienic. Tu szef ZKZL twierdził stanowczo, że władze miasta nie mają w tym zakresie możliwości prawnych przyznania, na przykład, lokalu. Warto jednak zwrócić uwagę, że te same podstawy prawne na mocy których właściciele kamienic skutecznie dochodzą odszkodowań od miasta (z tytułu braku mieszkań socjalnych dla lokatorów z orzeczonymi wyrokami eksmisyjnymi), w przypadku obrony lokatorów zawodzą. Nie jest to oczywiście dziełem przypadku, ale pewnych politycznych uwarunkowań.

Czynszownicy i spekulanci

Nie będę przytaczał w tym miejscu całej polemiki pomiędzy częścią penelistów a Jarosławem Puckiem, argumenty obu stron są większości czytelników i czytelniczek rozbrat.org znane. Skupię się na tym co mówił przedstawiciel zarządu Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości Prywatnych „Kamienica”. Właściciele kamienic rzadko biorą udział w tego typu debatach, zatem stanowisko to wydało mi się szczególnie interesujące.

Jerzy Pospiech utrzymywał, że u podstaw masowych i brutalnych eksmisji z zasobów prywatnych legł pewien rynkowy mechanizm. Otóż cena całej kamienicy na rynku, jest niewspółmiernie mniejsza niż suma wartości poszczególnych lokali. Powoduje to, że wykupem budynków mieszkalnych jest zainteresowany kapitał spekulacyjny, który chce uzyskać dochód nie z wynajmu lokali, ale z ich wysprzedaży. Zatem podstawową kwestią staje się konieczność pozbycia się dotychczasowych lokatorów. W kamienicach, gdzie właściciele są nastawieni na uzyskiwania dochodów z czynszów, eksmisje są relatywnie rzadkie, a obie strony (właściciel i najemca) mają  tendencje do szukania ugody. Pospiech stwierdził, że podejściu „czynszowników”  nie sprzyja ani prawo, ani dotychczasowa polityka władz miasta.

Druga ciekawa kwestia poruszana przez Pospiecha to problem odszkodowań miasta dla kamieniczników (o którym pisałem wcześniej - z tytułu braku mieszkań socjalnych). Zaznaczył, iż ono nie jest równe czynszowi w wysokości wolnorynkowej, a dodatkowo nie pokrywa innych kosztów związanych z zarządem kamienicy (wywóz odpadów, sprzątanie itd.). Przedstawił on zatem właścicieli kamienic jako, w tym przypadku, poszkodowanych. Nie można się jednak z takim stanowiskiem zgodzić. Jeżeli nawet odszkodowanie ustali się wg obowiązujących w mieszkaniach komunalnych stawek, czyli średnio 8,00 zł. za metr kwadrat, to musimy pamiętać, iż koszty zarządu stanowi maksymalnie 1,50 do 2,00 zł. za metr kwadratowy. Właściciel zyskuje 6 złotych za metr.  Z tego wynika, że czynszownik z kamienicy liczącej 2000 metrów kwadratowych, mógłby tą drogą uzyskać miesięczny dochód równy 12 tys. złotych, a zatem całkiem spory. Realnie sprawa ma się jeszcze inaczej. Z reguły jest tak, że w poszczególnym budynku właściciel uzyskuje dochody z szeregu też innych lokali, zarówno mieszkalnych jak i użytkowych, wynajmowanych na zasadach wolnorynkowych. Odszkodowanie miasta pozwalają mu zminimalizować koszty wynikające z ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej – czyli z trudnością wyegzekwowania płatności od poszczególnych lokatorów.  Wypłaty te są w tym kontekście niebywale dla czynszowników korzystnym rozwiązaniem.

* * *

Oczywiście sama debata nie zastąpi realnych działań, które pozwoliłyby, żeby obywatele i obywatelki miast mieli zaspokojone swoje potrzeby mieszkaniowe. Konieczne są fundamentalne zmiany w polityce miasta, które się jeszcze nie dokonały. Wystarczy jednak spojrzeć na skład gremiów decyzyjnych, np. rad miasta, żeby móc sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Otóż od wielu kadencji istotny wpływy we władzach mają osoby powiązane z firmami developerskimi lub z przedsiębiorstwami realizującymi zadania na ich zlecenie, a także z agencjami obrotu nieruchomości. Można by się także pokosić o pytanie, jak mogłabym w tym przypadku wyglądać  partycypacja – na pewno nie jak konkurs z łączną pulą nagród 10 mln. złotych. Szybciej polega ona na zajmowaniu komunalnych i prywatnych pustostanów – do czego zachęcamy.

Czytaj także: W kwestii mieszkaniowej – raz jeszcze

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian