Idea, zgodnie z którą ubodzy mają prawo do odpoczynku, zawsze była szokująca dla bogatych.
Bertrand Russell

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Faszyzm może nadejść z innej strony

Piotr Ciszewski

lewicaplPo 11 listopada i wyczynach bojówek pseudokibiców na tak zwanym „Marszu Niepodległości” media liberalne zapełniły się ostrzeżeniami o faszyzmie. Tymczasem elementy ustroju autorytarnego już się w Polsce pojawiły i to przy milczącej zgodzie lub wręcz entuzjazmie tych samych mediów.

Demokracja?

Kapitalistyczna władza od lat udowadnia, że „demokracja” i „swobody obywatelskie” to dla niej tylko slogany, których można używać walcząc na przykład o „wolność Białorusi”, ale jeśli chodzi o krajową politykę, podlegają dowolnej interpretacji.

Czy można mówić o wolności ludzi w majestacie prawa oddawanych razem z kamienicami w ramach reprywatyzacji tak zwanym „prawowitym właścicielom”? „Świętość własności prywatnej” doprowadzono do absurdu, gdyż staruszkę czy inwalidkę można wyrzucić z domu, w którym mieszkała przez kilkadziesiąt lat, a po jego prywatyzacji nie była w stanie płacić czynszu wyższego niż jej zarobki. Organizacje lokatorskie broniły niedawno rodziny z dzieckiem, która miała być wysiedlona do noclegowni. Co ciekawsze, taką nielegalną eksmisję chciały im zafundować władze jednej z warszawskich dzielnic. Czy sytuacja, w której politycy, urzędnicy i policjanci, opłacani z pieniędzy obywateli, wdrażają zasady darwinizmu społecznego, nie jest rodzeniem się systemu autorytarnego? W Warszawie od lat powraca pomysł stworzenia osiedla, na które zsyłano by „niewygodnych lokatorów”. Jak powiedział jeden z działaczy lokatorskich, pamiętający Drugą Wojnę Światową – „w tym mieście byli tacy, którzy tworzyli getta i skończyli w Norymberdze”, czym wywołał oburzenie „demokratycznych” radnych.

Od lat w Polsce wzrastają uprawnienia policji. Jednostkowy przypadek zabicia dwa lata temu funkcjonariusza przez bandytów wykorzystano do rozpętania ogólnokrajowej histerii i stworzenia przyzwolenia dla tych zmian. Doszło do tego, że niedawno Ministerstwo Spraw Wewnętrznych chciało zmienić prawo tak, aby pozwalało policjantom strzelać do dzieci i kobiet w widocznej ciąży. Jeśli to nie jest tendencja faszystowska, to nie wiem co nią jest - dopiero wprowadzenie policyjnych mundurów ze swastykami lub rózgami liktorskimi?

Pamiętajmy również o kolejnym zaostrzaniu ustawy o zgromadzeniach. Już utrudniono ich zgłaszanie, a wciąż powracają pomysły zakazu zasłaniania twarzy, czy innych zmian pozwalających wręcz na rozwiązanie demonstracji tylko ze względu na widzimisię policji. Nacjonalistów, skrajną prawicę i wspierających ją kiboli władze po mistrzowsku wykorzystują do propagowania takich zmian. Pożyteczni idioci są zawsze skorzy do dania pretekstu poprzez wszczynanie burd. Elity polityczne, gdyby nie było tak zwanego „Marszu Niepodległości”, musiałyby go sobie wymyślić.

Cyrk zaprezentowany przez MW i ONR, wraz z majaczeniem o „obaleniu republiki”, także wyglądają jakby wymyślili go piarowcy Platformy Obywatelskiej. Partie władzy będą mogły ograniczać demokrację w imię jej obrony przed skrajnościami. Pytany o 11 listopada poseł PO Andrzej Halicki mówił już: „Nie chcemy faszystów, ani anarchistów”. „My”, czyli w domyśle zdrowy trzon narodu, wspierający władzę i obawiający się „ekstremizmów”. Oznacza to zrównanie „ekstremizmu” lewicowego ze skrajną prawicą. Władza nie wyklucza, że w imię „obrony demokracji” trzeba je będzie kryminalizować. Warto przypomnieć, że zwłaszcza pojęcie „lewicowego ekstremizmu” jest bardzo szerokie. Oficjalna lewica z Leszkiem Millerem i Januszem Palikotem na czele postarała się o to, aby nawet socjaldemokraci byli postrzegani jak skrajni lewacy. Skoro obecna „lewica” to de facto centrum, to wszystko na lewo od niej musi już być skrajnością. Sojusz Lewicy Demokratycznej po 11 listopada zaproponował delegalizację ONR. To kolejne bardzo groźne posunięcie. Na pseudokibicach i osiłkach popierających tę grupkę i tak nie zrobi to wrażenia. Wręcz przeciwnie, pozwoli im być męczennikami uważającymi się za ofiary systemu. Delegalizacja organizacji stanowiłaby tymczasem groźny precedens. W przyszłości poprzez delegalizacje władza mogłaby o wiele skuteczniej rozbić ruch lewicowy, tworzący stowarzyszenia i opierający się na inicjatywach społecznych. Wysłanie policji z pistoletami maszynowymi przeciwko zajmującym pustostan skłotersom, jak niedawno w Poznaniu, już wkrótce może być czymś normalnym. Zresztą nawet teraz nie wzbudziło większego oburzenia mediów, być może dlatego, że nie miało miejsca podczas rządów „faszystowskiego” PiS, lecz światłej PO.

Propaganda władzy

W arsenale środków propagandowych, stosowanych przez władzę, znalazł się jeszcze jeden autorytarny element – propaganda jedności narodowej, opierająca się wręcz o skrajny nacjonalizm. Marsz prezydencki, prowadzony 11 listopada przez Bronisława Komorowskiego był pokazem tej strategii. Oto Jan Kowalski ma poczuć się solidarny z Janem Kulczykiem, razem z nim fascynować się flagą, godłem i hymnem. Ma porzucić waśnie i pamiętać, że należy do wielkiej narodowej wspólnoty. W marszu prezydenckim nie było żadnych akcentów socjalnych, a jedynie symbole. Komorowski i jego ludzie wzięli udział w fałszowaniu historii. Złożyli kwiaty pod pomnikami Witosa, Piłsudskiego oraz Dmowskiego. Wprawdzie tłumaczono, że były między tymi postaciami pewne różnice, ale „jedność, Polska, wolność…”, itd., itp. 11 listopada, zarówno nacjonaliści, jak i obóz władzy, odzierają rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę z jej społecznej wymowy. W różnorodnych obchodach nie ma miejsca na bojowców PPS, którzy z czerwonymi opaskami na rękawach rozbrajali posterunki sił zaborczych. W rekonstrukcjach historycznych nie zobaczymy popierających rewolucję niemieckich żołnierzy, którzy w Wielkopolsce odmawiali strzelania do polskich robotników, a nawet oddawali im broń. Fałszowanie historii i tworzenie służących władzy mitów to element systemów autorytarnych. Tym bardziej jeśli są to mity, o których powstają finansowane przez państwo publikacje, akceptowane przez większość głównych sił politycznych. Wtłacza się je młodym ludziom w ramach indoktrynacji na szkolnych lekcjach historii o wiele skuteczniej niż było to w czasach PRL.

Rasizm władzy

Poza mitami oraz ograniczaniem demokracji o narastaniu w Polsce elementów faszystowskich świadczą również niedawne wydarzenia w ośrodkach dla uchodźców. Oto w teoretycznie demokratycznym kraju, którego obywatele jeszcze nie tak dawno sami często stawali się uchodźcami, ludzi przyjeżdżających zwykle z regionów objętych wojnami, traktuje się jak przestępców. Uchodźcy przebywają w ośrodkach będących de facto więzieniami i jest wobec nich stosowany więzienny reżim. Władza sieje z kolei propagandę o konieczności ”zabezpieczenia granic” czy „zagrożeniach ze strony nielegalnej emigracji”, nie mającą podstaw w danych statystycznych. Polska nie jest szczególnie popularna wśród uchodźców, jednak wciąż przedstawia się ich jako chcących „zabrać Polakom pracę” (której nie ma jak zabierać, bo jest jej coraz mniej, ale to już nieistotny szczegół). Relacje uchodźców pokazują, że są oni często traktowani gorzej niż kryminaliści. Rasizm ze strony strażników w ośrodkach, urzędników imigracyjnych czy policji to raczej norma niż wyjątek.

Pod maską politycznej poprawności kryje się bardzo słabo skrywane prawdziwe oblicze nacjonalistycznej, ksenofobicznej władzy. W dodatku polityczna poprawność nie obejmuje wyrazów pogardy wobec osób biednych, prześladowanych w kapitalizmie, które są stygmatyzowane i spychane do gett nędzy. Ci, którzy nie pasują do wizerunku nowoczesnej, zadowolonej z jedności Polski, mają być po prostu usunięci.

Antyfaszystowska odpowiedź?

Te spostrzeżenia niestety przez kilka kolejnych lat umykały Porozumieniu 11 Listopada, które obwołało się główną koalicją polskich środowisk antyfaszystowskich w Polsce. W tym roku zebraliśmy pokłosie zeszłorocznej „Kolorowej niepodległej” oraz wypierania treści ekonomicznych, klasowych. Demonstracja antyfaszystowska była znacznie mniejsza od organizowanej przez skrajną prawicę.

Przez dłuższy czas porozumienie liczyło na wsparcie celebrytów, polityków, mediów głównego nurtu i wątpliwej jakości „autorytetów”. To z kolei można było osiągnąć, stosując jedynie retorykę obrony status quo przed radykalizmem i „ekstremizmem”, bardzo podobną do tej rządowej. W sytuacji, w której narasta społeczne niezadowolenie oraz niechęć do klasy politycznej, zeszłoroczną blokadę neofaszystów firmowali swoimi osobami Kazimiera Szczuka oraz Ryszard Kalisz. Być może nie było to zamiarem organizatorów, ale nie trzeba być specem od PR, żeby domyślić się, że media zauważą właśnie obecność celebrytów.

Dwa lata temu blokada była do pewnego czasu wręcz firmowana przez Gazetę Wyborczą, która wymyśliła „wygwizdanie faszystów”.

Taka strategia jest niestety zabójcza dla polskiego ruchu antyfaszystowskiego. Po pierwsze wpisał się w obronę obecnego systemu, a przeciwnicy mogli tymczasem przybrać pozę „jedynej antysystemowej opozycji”. Tak pojmowany antyfaszyzm jest w stanie może zainteresować zadowoloną z życia, bogatą młodzież i mieszczan, czyli tak zwane lemingi, ale nie ludzi pracy, a już na pewno nie tych, którzy są wykluczeni. Establiszmentowi „demokraci”, jak się zresztą okazuje, to bardzo słabi sojusznicy. Rzekomo „antyfaszystowska” GW najpierw obraziła się na biorących udział w blokadach anarchistów za krytykę kapitalizmu i zapowiedziała, że ich też wygwiżdże. Następnie Seweryn Blumsztajn, naczelny GW, postawił sobie za cel rozstawianie po kątach środowisk antyfaszystowskich i przemawianie do nich z pozycji mentora, który sam wszystko wie najlepiej.

W zeszłym oraz tym roku z kolei światli redaktorzy i redaktorki organu Blumsztajna sami powielali prawicowe „rewelacje” rodem z tabloidu, a wymyślane przez takich pseudo-dziennikarzy jak Wojciech Wybranowski. Ostatecznie postanowili się też przyłączyć do rządowej propagandy „świętującej Polski”, narzekając co najwyżej na burdy zakłócające nastrój ogólnej szczęśliwości pod przewodnictwem Bronisława Komorowskiego. Marsz prezydencki wybrała tez część celebrytów.

Taki zwrot „autorytetów” zdezorientował Porozumienie 11 Listopada, które nie umiało wydać z siebie żadnych spójnych komunikatów, poza ogólnym narzekaniem na faszystowskie zagrożenie. Tegoroczny blok socjalny na manifestacji antyfaszystowskiej był oddolną inicjatywą części środowisk rozumiejących, że walkę z faszyzmem trzeba łączyć z hasłami społecznymi. Niestety tych treści zabrakło w bardzo ogólnikowych wypowiedziach medialnych przedstawicieli Porozumienia.

Dodatkowo problem głównonurtowego antyfaszyzmu polega z jednej strony na elitaryzmie, czyli przekonaniu, że światli demokraci muszą nauczać społeczeństwo politycznej poprawności, a z drugiej - na doborze ludzi reprezentujących antyfaszyzm. Podczas jednej z audycji radiowych tego typu „antyfaszystka”, jako jeden z przejawów faszyzacji na stadionach, przedstawiła wywieszanie transparentów z Rotmistrzem Pileckim. Człowiek ten powinien być jednym z symboli antyfaszyzmu i powinniśmy się oburzać na wykorzystywanie go przez tępych osiłków walczących o „białą rasę”. Do ludzi ich pokroju raczej strzelał niż się z nimi bratał, a fakt, że wspomina go np. ONR, to skandal. Nazwanie transparentów z Pileckim przejawem faszyzmu to jednak głupota.

Polityczna poprawność antyfaszyzmu polega również na wyszukiwaniu takich haseł, aby nie urazić przedstawicieli głównego nurtu. Wszelkie „demokratyczne” fundacje czy stowarzyszenia wydają się zapewne wielu ludziom z Porozumienia wartościowszym sojusznikiem, niż socjaliści czy anarchiści.

Jeśli chcemy na poważnie myśleć o przeciwstawieniu się skrajnej prawicy, trzeba zaatakować z zupełnie innej strony. NOP, ONR czy MW nie oferują żadnej alternatywy wobec neoliberalnego kapitalizmu. Ich programy to zlepek pozornie antysystemowych haseł z neoliberalnymi sloganami o „niskich podatkach” czy „przedsiębiorczości”. Przerzucają odpowiedzialność na obcych, brak patriotyzmu elit i odwracają uwagę od rzeczywistych problemów ekonomicznych. Bardzo trafne jest niesione przez uczestników bloku socjalnego na demonstracji antyfaszystowskiej hasło „nacjonalizmu nie włożysz do garnka”. Trzeba dotrzeć do grup wykluczonych, pracowników, lokatorów, bezrobotnych, tłumacząc im, że skrajna prawica nie będzie walczyła o ich prawa, ponieważ po prostu nie leży to w jej interesie. Nacjonalistom wystarczy silne, narodowe państwo z rodzimym kapitałem, który będzie wyzyskiwał ludzi pracy tak samo jak międzynarodowy.

Zamiast jednorazowej mobilizacji raz w roku potrzebne jest włączenie się antyfaszystów do środowisk prospołecznych i podjęcie przez nich codziennej pracy. Może Adam Michnik nazwie ich wówczas populistami oraz przestanie zapraszać do swoich mediów, ale chyba nie o to chodzi w realnej walce z faszyzmem. Zapewne aby kontynuować działalność antyfaszystowską, konieczne jest zrezygnowanie z jednolitofrontowego Porozumienia 11 Listopada i przemyślenie

Komentarze

+1| 2 | Dak2013-02-07 10:16
Problemem idealistycznych środowisk prawicowych jest mylenie utopii z rzeczywistością , wyidelizowany kapitalizm istnieje tylko w teorii, w praktyce wygląda tak jak wygląda. Systemu społecznego nie tworzy się w myślach (stanowisko idealistyczne) tylko w oddziaływaniu róznorakich czynników społecznych, ekonomicznych, politycznych itd. w praktyce (stanowisko materialistyczn e). Polska jest typową gospodarką półperyferyjną, wobec centrów kapitalizmu. Kapitalizm nie przypomina wcale wyidealizowanej wizji, którą przedstawiasz - w prawdziwym kapitalizmie warunki dyktuje tan kto ma kapitał, i nie jest przypadkiem to, że kraje które dziś stanowią cnetrum kapitalizmu, zdobyły przewagę już ponad 500 lat temu, w akcie założycielskim gospodarki kapitalistyczej jakim była tzw. pierwotna akumulacja - tj. brutalny zabór dóbr społecznych i zakumulowanie ich w prywatnych rękach. Nie jest przypadkiem, że Polska od tego czasu praktycznie nie zmieniła swej pozycji w światowej gospodarce, nie jst też przypadkiem że dzisiejsza oligarchia w Polsce, także powstała w lokalnej wersji pierwotnej akumulacji po roku 1989. Mylisz więc skutki z przycznami.
-1| 1 | Zaga2013-02-06 22:32
Problemem idealistycznych środowisk lewicowych jest mylenie wolnego rynku czyli prawdziwego kapitalizmu, w którym każdy ma szansę się wzbogacić z oligarchią jaką funduje nam III RP. Kulczyk? A co Kulczyk takiego wymyślił? Doszedł do pieniędzy ciężką pracą i intelektem jak Bill Gates ? Za to wielu geniuszy władza III RP puściła z torbami. Tworzy się coraz to nowe przepisy, ,zezwolenia, podatki, przez co mniej osób decyduje się otwierać przedsiębiorstw o, a to już krótka droga do gigantycznego bezrobocia i pracy za ochłapy. Nie zastanawia Was jak to jest, że mając otwarty cały rynek europejski i zarobki na poziomie 1500zł nie potrafimy wykosić zachodnich pracowników zarabiających po 2500 Euro? Jak to jest, że w Niemczech bardziej opłaca się otwierać fabrykę niż w Polsce ? To może więc jednak nie mamy żadnego kapitalizmu, bo w prawdziwym kapitalizmie tańszy wypiera droższego. Mamy zamiast tego oligarchię elit, gdzie lepiej ustawiony wypiera zdolniejszych od siebie. No ale jeśli dalej będziemy stawiać w kółko na tych samych od 89 (od PiS do SLD) to nic się nie zmieni.

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Najnowsze informacje

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Petycja Popieram Rozbrat. Akcja #rozbratzostaje!

Poznań :: 08 czerwca :: Komentarze (0)

Petycja Popieram Rozbrat. Akcja #rozbratzostaje!

W ramach kampanii obrony Rozbratu zachęcamy do działań w mediach społecznościowych – szczegóły poniżej – powstała również petycja Popieram Rozbrat. Zachęcamy do jej podpisania i udostępniania

Więcej...

„Alarm!” Fałszywe informacje dziennikarzy z TVP

Poznań :: 06 czerwca :: Komentarze (0)

„Alarm!” Fałszywe informacje dziennikarzy z TVP

5 czerwca TVP wyemitowała „reportaż” z serii „Alarm!”. Jak podaje TVP jest to: „Reporterski program telewizyjnej Jedynki, w którym pojawiają się dziennikarskie interwencje, śledztwa, opowieści o realnych problemach Polski i Polaków”. Tym razem Jedynka interweniowała w sprawie działaczy społecznych związanych Rozbratem, którzy od 25 lat walczą z eksmisjami i czyścicielami...

Więcej...

Zielone miasta przyszłości - Dialog Obywatelski - relacja

Poznań :: 23 maja :: Komentarze (0)

Zielone miasta przyszłości - Dialog Obywatelski - relacja

23 maja na wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, na poznańskim Morasku, odbyło się spotkanie “Zielone miasta przyszłości - Dialog Obywatelski” z udziałem prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka i Komisarz ds. Rynku Wewnętrznego i Usług Komisji Europejskiej Elżbiety Bieńkowskiej.

Więcej...

Rozbrat – byliśmy, jesteśmy, będziemy! Groźba eksmisji Rozbratu po 25 latach istnienia

Poznań :: 15 maja :: Komentarze (0)

Rozbrat – byliśmy, jesteśmy, będziemy!  Groźba eksmisji Rozbratu po 25 latach istnienia

W październiku mija 25 lat funkcjonowania Rozbratu, lecz jego przyszłość znów jest zagrożona. Komornik chce zlicytować działkę, którą zajmujemy. Nie oddamy Rozbratu bez walki!

Więcej...

Poznańscy nauczyciele pod Urzędem Miasta – relacja z manifestacji

Poznań :: 27 kwietnia :: Komentarze (0)

Poznańscy nauczyciele pod Urzędem Miasta – relacja z manifestacji

6 kwietnia 2019 tłum nauczycielek i nauczycieli (ponad 1000 osób) wypełnił dziedziniec przed poznańskim Urzędem Miasta (Plac Kolegiacki). Protestujący domagali się informacji czy dostaną pieniądze za czas akcji strajkowej, zawieszonej dzień wcześniej decyzją szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sławomira Broniarza. Taka deklaracja padła ze strony prezydenta Jacka Jaśkowiaka na początku strajku....

Więcej...

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian