System pracy najemnej jest wynikiem przywłaszczenia indywidualnego narzędzi produkcji i ziemi; jest on zarazem koniecznym warunkiem rozwoju produkcji kapitalistycznej: wraz z nią musi też zginąć.
Piotr Kropotkin

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Wybór publicystyki Poznańskiej Koalicji Antywojennej z roku 2003

rozbrat.org

WIELKIE FAŁSZERSTWO AMERYKI?

Coraz więcej ekspertów wątpi w irackie arsenały broni masowego rażenia.
Słowa Paula Wolfowitza dla wielu były prawdziwym szokiem. Ten zastępca sekretarza obrony USA ujawnił, iż zagrożenie iracką bronią masowego rażenia zostało wybrane spośród innych argumentów za wojną tylko dlatego, iż było najprostsze do "sprzedania" opinii publicznej.

Coraz więcej amerykańskich polityków a także niezależnych ekspertów otwarcie wyraża swe wątpliwości co do arsenałów broni masowego rażenia, które jakoby posiadał Saddam Husajn. Mijają bowiem kolejne tygodnie od zakończenia wojny, a tysiące amerykańskich agentów, którzy przeczesują Irak niczego nie znalazło co można byłoby pokazać światu na dowód tego, jak groźną bronią dysponował morderczy Husajn. A przecież prezydent Bush przekonywał, że ma dowody o wielkich, tajnych arsenałach dyktatora Iraku. Czyżby więc Biały Dom dokonał gigantycznej manipulacji, aby przekonać swój naród i cały świat do wojny? Demokrata Howard Dean wprost go o to oskarża gdy mówi: - To afera gorsza od Watergate, bo dotyczy wojny i pokoju. Tak, jak w 1974 roku, tak i teraz powinniśmy więc zapytać prezydenta, co i kiedy wiedział. Jeśli wiedział dużo i wcześnie, powinien ponieść pełne konsekwencje. Dean pyta więc otwarcie, czy Bush został poinformowany przez wywiad, że nie było w Iraku żadnej supergroźnej dla świata broni? To kwestia kluczowa. Bowiem ten atak, jak wykazali pracownicy Biblioteki Kongresowej jest pierwszym w historii USA konfliktem zbrojnym, gdy państwo to pierwsze zaatakowało. Rzecz dotyczy więc wymiaru moralnego tego wydarzenia. Jeśli okaże się, iż Husajn nie miał arsenału broni biologicznej i chemicznej, a Bush wiedział o tym. to mielibyśmy do czynienia ze zwykłą zbrojną agresją Stanów Zjednoczonych na inne państwo.

Kto kłamie?
George W. Bush, powołując się na raporty amerykańskiego wywiadu, twierdził, iż ma niezbite dowody na to, iż Irak posiada broń masowego rażenia. A 7 lutego 2003 sekretarz stanu USA, Colin Powel pokazał całemu światu bulwersujące zdjęcia i filmy wideo, które ukazywały laboratoria z bronią biologiczną, tajne stanowiska rakietowe i ukryte bunkry wypełnione po brzegi amunicją. Jednak tydzień później Hans Blix, który kierował inspektorami rozbrojeniowymi Narodów Zjednoczonych w Iraku, przedstawił na forum ONZ raport, w którym stwierdził, iż jego ludzie nie znaleźli żadnych dowodów przemawiających za tym, iż Husajn ma broń biologiczną lub chemiczną. Ujawniony niedawno raport wiceadmirała Jacoby'ego, dyrektora wywiadu wojskowego USA, dokument, który został dostarczony prezydentowi Bushowi we wrześniu ubiegłego roku, stwierdza jednoznacznie, iż armia nie potrafi wskazać miejsc, gdzie Husajn ukrył broń biologiczną i chemiczną. Czyżby więc sensacyjne materiały, które zaprezentował Powel, były sfabrykowane? W odpowiedzi na coraz silniejsze ataki na Biały Dom i oskarżenia o wielką manipulację opinią publiczną, prezydent Bush zapowiedział, iż dowody, że taką broń Husajn posiadał zostaną wkrótce ujawnione, a doradczyni prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, Condolezza Rice, stwierdziła wprost: - Iracki program budowy broni masowego rażenia od początku był organizowany w taki sposób, by można było ukryć fakt jego istnienia. Na podstawie wszystkich informacji od 1991 roku do marca tego roku nie można wysunąć innego wniosku jak ten, iż Irak taką broń posiada. I my ją w końcu znajdziemy.

Jak było naprawdę?
Jak ujawniono niedawno zaledwie kilka godzin po terrorystycznym ataku 11 września na World Trade Center, na tajnej naradzie rządu Wolfowitz zaproponował, by wykorzystać nadarzającą się sytuację do pozbycia się Saddama. Tak więc jeszcze przed uderzeniem na Afganistan, Waszyngton zaczął przymierzać się do wojny z Irakiem, Podobne opinie publicznie wyrażała też ta część prasy, która była powiązana z Białym Domem. Już 30 września 2001 Charles Krauthammer na łamach The New York Times'a pisał, iż wojna z terroryzmem, którą zapowiedział Bush winna, po ataku na Afganistan, zakończyć się agresją przeciwko Irakowi. Autor stwierdzał: "Jeśli ten prezydent chce zwycięstwa w wojnie, którą wypowiedział, to musi je odnieść w tym samym miejscu, w którym jego własny ojciec, przed dziesięciu laty, pozwolił, aby zwycięstwo wymknęło mu się z rąk". Prawdziwa bomba wybuchła jednak dopiero w lipcu 2002 roku, gdy New York Times ujawnił amerykańskie plany ataku na Irak. The Observer, komentując te sensacyjne doniesienia pisał: "Amerykańscy planiści wojskowi uważają, że od chwili rozpoczęcia ataku mieliby tylko 48 godzin na dopadniecie Saddama, zanim zdecyduje się on użyć broni nuklearnej, biologicznej lub chemicznej". Do mediów zaczęły przeciekać informacje od CIA mówiące o tym jak wielki arsenał zgromadził dyktator Iraku. Rozpoczęto też kampanię, która ukazywała, iż Husajn jest zagrożeniem nr 1 dla świata. The Spectator jeszcze w lutym 2002 porównywał Saddama do wodza III Rzeszy. Gazeta pisała: "Widząc, że zbliża się koniec Hitler marzył o nowej strasznej broni. Saddam częściowo już spełnił swoje marzenie. Już ma broń biologiczną, w tym ładunki z wąglikiem i jadem kiełbasianym". Dlatego - jak głosiła konkluzja artykułu - trzeba go zniszczyć.

Krew za ropę
Jednak wątpliwości nie miał od samego początku John le Carre, o co chodzi w całej tej grze. Na łamach Der Spiegel w styczniu 2003 ten brytyjski intelektualista stwierdzał, iż "gdyby Saddam nie miał ropy, mógłby sobie do woli torturować i mordować swoich poddanych. Inni przywódcy robią to codziennie - wystarczy wspomnieć Arabię Saudyjską. Pakistan. Turcję. Syrię. Egipt. Ale to są nasi przyjaciele i sojusznicy. Jak podejrzewam Bagdad nie stanowi aktualnego zagrożenia dla swoich sąsiadów". Carre dodaje: "Tym, czego Bush nie chce nam
powiedzieć jest prawdziwa odpowiedź, dlaczego mamy iść na tę wojnę. Bo nie chodzi to o jakąś "oś zła" - ale o ropę naftową, pieniądze i życie ludzkie. Pech Saddama polega na tym, iż siedzi on na drugim pod względem wielkości polu naftowym świata. Jego sąsiad, Iran, ma z kolei największe na świecie zasoby gazu ziemnego. Bush ma chrapkę na jedno i na drugie, a kto mu w tym pomoże, dostanie swoją działkę". Z kolei wybitny znawca problematyki Bliskiego Wschodu, Żaki al-Jamani w styczniu 2003 przedstawił analizę poczynań ekipy Busha i przyczyn przyszłego ataku na Irak. Stwierdził on, iż na początku swej kadencji Bush powołał specjalną komisję, na czele której stanął wiceprezydent Dick Cheney, która miała wypracować nową strategię energetyczną USA. Bush zaakceptował przygotowane przez tę grupę wytyczne, zgodnie z którymi, Stany Zjednoczone powinny maksymalnie zredukować import ropy z Arabii Saudyjskiej. Zaki al-Jamani stwierdzał, iż owa specjalna komisja doszła do oczywistej konkluzji. Pisał: "Jedynym pewnym źródłem energii na taką skalę jak Arabia Saudyjska jest Irak. Tamtejsza ropa naftowa jest wysokiej jakości, łatwa do wydobycia i można ją transportować po nowych trasach niezwiązanych z ryzykiem politycznym dla USA". Te ustalenia wyznaczały strategiczny cel USA - opanowanie irackich złóż.

Nowy wspaniały świat
Jeszcze w październiku 2001 The Economist pisał, iż tak naprawdę "walka z terrorem i talibami, to pierwsza wojna XXI wieku, która rozpoczęła grę o strefy wpływów. Obok polityków biorą w niej udział wielkie koncerny, które próbują kolonizować świat wedle własnych potrzeb i interesów". W ten scenariusz wpisany był też atak na Irak. Wielu obserwatorów amerykańskiej sceny politycznej podkreślało od początku, iż ekipa Busha jest od co najmniej stulecia administracją najbardziej powiązaną z wielkim biznesem, w tym głównie z sektorem energetycznym. Cheney do władzy trafił ze stołka prezesa koncernu naftowego Halliburton. To samo dotyczy Condolezzi Rice, która do Białego Domu przybyła wprost z posady szefowej rady nadzorczej wielkiego naftowego potentata Chevronu (notabene to ten koncern przez pewien czas wspierał talibów, gdyż był zainteresowany budową ropociągu przez Afganistan z Azji Środkowej do Pakistanu. Amerykanie sądzili wówczas, iż talibowie zagwarantują bezpieczną realizację tej inwestycji. Przy czym o pozycji w tym koncernie Condolezzi Rice świadczy fakt, iż największy tankowiec tej firmy został nazwany jej imieniem). Minister energetyki, Spencer Abraham, dostał się do senatu dzięki kampanii sponsorowanej przez przemysł motoryzacyjny. Minister handlu, Donald Evans przed 21 lat stał na czele towarzystwa naftowego Tom Brown. Z funkcji tej zrezygnował, gdy zaproponowano mu pracę u boku Busha. Na tej liście nie brak też Gale Norton, damy, która stoi na czele ministerstwa spraw wewnętrznych, a wcześniej była doradczynią przedsiębiorstw w branży energetycznej. Także czołowi stratedzy Busha, Karl Trove i Lany Lins dey byli wcześniej wielkimi akcjonariuszami koncernu Enron. Nie jest to pełna lista powiązań, ale ukazuje ona jak ogromne, bezpośrednie wpływy mają wielkie korporacje naftowe na obecną politykę Białego Domu. To w ich interesie było opanowanie irackich zasobów ropy.
Czysto retorycznym jest więc pytanie, komu zależało na tym, aby raporty CIA fałszowały informacje dotyczące Iraku. Carl Lewin, demokratyczny senator i członek komisji ds. służb specjalnych powiedział ostatnio: - Jeśli analitycy wywiadu zostali poddani jakimkolwiek naciskom politycznym, USA znajdą się w poważnych opałach. Trudno będzie znaleźć sojuszników w dalszej wojnie z terroryzmem.

PIOTR GROCHMALSKI
Artykuł opublikowany w "Głosie Wielkopolskim" z dnia 13 czerwca 2003 r.



Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian