Wirtualne dochody z Euro

Jarosław Urbański
Drukuj
Grobelny_EuroGorączkowo szukając uzasadnienia dla strat finansowych wywołanych organizacją Euro 2012, miasto liczy wpływy z mistrzostw. Największą i najciekawszą jest pozycja po stronie przychodu rzędu 222 mln. zł. Tyle miał zyskać Poznań, z tytułu licznych publikacji medialnych. Nie ma zatem co się martwić deficytem budżetowym, cisnącymi nas odsetkami od zaciągniętych kredytów i pensjami nauczycieli – pokryjemy je wycinkami z prasy.

Wiadomość, która wyrwała się z ust samego prezydenta miasta Ryszarda Grobelnego, że miasto straciło na bezpośredniej organizacji Euro ponad 20 mln. zł., musiała być dla wielu osób szokiem. Zapewniano bowiem opinię publiczną, że Mistrzostwa to dobry interes dla Poznania. Urząd miasta wyraźnie się zorientował, że trzeba szybko naprawić szkody wizerunkowe i wymyślono nową „bajkę dla dorosłych”. Teraz się okazuje, że straty wprawdzie są, ale mniejsze. UEFA zarobiło, ale nie tak dużo. A światowe media wprost nas ozłociły.

Żałosne manipulowanie opinią publiczną nie ma końca. Uchylmy rąbka tajemnicy jak się wylicza ewentualne przychody z publikacji prasowych. Powiedzmy, że podchmielony kibic włoski powiedział jednemu z dzienników ukazującemu się w jego kraju: „Fajna mieścina z tego Poznania. Dobrze się tu bawię. Wszystko jest tanie, a to najważniejsze. Lecz gdyby nie mecze i strefa kibica to umarłbym z nudów”. Artykuł i umieszczona w nim wypowiedź ukazać się mogła na pierwszej stronie. Mamy wówczas kilka możliwości szacunku. Pierwsza: mierzymy w centymetrach kwadratowych, ile artykuł zajmuje miejsca i sprawdzamy, ile kosztuje centymetr kwadratowy reklamy na pierwszej stronie w danej gazecie. Na przykład w Gazecie Wyborczej taka „reklama” może być oszacowana nawet na 100-200 tys. złotych. Media elektroniczne przeliczamy wg tzw. „czasu antenowemu” itd. Można też liczyć, ile kosztowałyby takie artykuły czy materiały sponsorowane. Są też bardziej wyrafinowane metody szacowania tego typu „zysków”, wszystkie one jednak zakładają, że miejsce poświęcone danemu produktowi, usłudze, politykowi czy „miastu konw-how” ma swój mnożnik finansowy.  Problem polega w tym, że od tak naliczonych korzyści, do zysków mierzonych w żywej gotówce (a to w żywej gotówce miasto pokryło koszty organizacji Euro), droga jest daleka.

Możemy też liczyć straty. Przed Euro 2012 wiele mówiono, że organizacja Mistrzostw wiązać się będzie ze wzrostem zatrudnienia. Jednak w czerwcu 2012 roku, w porównaniu do czerwca 2011 roku, bezrobocie nie tylko, że nie spadło, ale – w Poznaniu jak i całej aglomeracji poznańskiej – wzrosło. Od 2008 roku, kiedy bezrobocie było w ostatnich latach najniższe, do dziś, liczba bezrobotnych w Poznaniu zwiększyła się o 6 tys. osób. Szacunkowo to ok. 10 mln. zł. mniej rocznych wpływów do kasy miasta z tytułu PIT. Dodatkowo wydatki Powiatowego Urzędu Pracy na zasiłki dla bezrobotnych są większe od tych z 2008 roku o ponad 20 mln. zł. rocznie. A to przecież nie wszystkie koszty wzrostu bezrobocia, bo za nimi idą też związane np. z pomocą socjalną, przekwalifikowaniami itd. Można by zatem teraz spekulować, co by było, gdy zamiast na organizację Euro wydać choć część tej kwoty na przeciwdziałanie bezrobociu i tworzenie nowych miejsc pracy? Oraz drugie pytanie: jak ma się reklama w prasie wyliczona przez władze miasta, to sytuacji na poznańskim rynku pracy? Chyba jednak nijak.

Szkoda, że poznańskie media są tak mało krytyczne w przyjmowaniu tego typu rewelacji skomponowanych przez PRowe służby miasta. Proponuję w takim układzie, aby np Glos Wielkopolski i lokalna Gazeta Wyborcza obliczyly kwotę stanowiącą równowartość tych wszystkich artykułów, ukazujących się na ich łamach przez wiele lat, które mówiły o Poznaniu. Zapewne uzyskamy sumę przyprawiającą o zawrót głowy, a miasto będzie mogło ją sobie zapisać po stronie przychodów i tym sposobem walczyć z kryzysem finansów miejskich.