Jeśli rewolucja socjalna nie zniesie państwa nazajutrz po swym zwycięstwie, zwycięstwo to okaże się płonne, a wyzwolenie mas równie odległe jak i poprzednio.
Michał Bakunin

Jesteś na archiwalnej wersji strony internetowej - przejdź na aktualną wersję rozbrat.org

Eksmisyjna konfrontacja

Jarosław Urbański
eksmisje_stopWidoczne oznaki nadchodzącej wiosny nie ucieszą setek lokatorów poznańskich czynszówek, którzy z wyrokami eksmisji na karku, czekają na egzekucję. Nęcony zapachem świeżej ofiary, z czeluści wyłonił się szef Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych (ZKZL) – Jarosław Pucek i zapowiada wszem i wobec ponowny pogrom. Sytuacja jak z koszmaru czy podrzędnego hollywoodzkiego horroru. W Holandii mamy „polakożerców”, w Poznaniu „biedożerców”. Brak prosocjalnej polityki miasta ostatecznie przyczynia się do tego, że przemoc jest jedyną strategią działania, na jaką stać władze miasta, w obliczu problemów socjalno-mieszkaniowych, z jakimi boryka się stolica Wielkopolski.

W połowie ubiegłego roku szef ZKZL zapowiedział eksmisje z zasobów komunalnych 300 rodzin. Wywołała to burzę. Okazało się bowiem, że na liście do wysiedleń znajdują się osoby schorowane, starsze, kobiety z dziećmi. Zanim ZKZL i Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie ustalili, jaka ostatecznie jest wykładnia polityki miasta w tym względzie (wygrała „metoda pałki” według recepty Pucka), byliśmy świadkami kuriozalnych wydarzeń, których kulminacja przypadła na eksmisję niepełnosprawnej kobiety, dla której miasto niestety nie miało przygotowanego lokalu socjalnego. Eksmitowana wraz z mężem została umieszczona w ośrodku pomocy kryzysowej i w dalszym ciągu czeka na przydział. Przypadek Katarzyny Jencz był tylko jednym z dosłownie setek czy nawet tysięcy podobnego typu w Poznaniu. Na przykład wspomniany poznański ośrodek pomocy kryzysowej zamieszkuje wiele osób, które borykają się z problemami społeczno-mieszkaniowymi. Miasto bowiem poprzez wieloletnie zaniedbania doprowadziło do zapaści.

Opublikowany w styczniu bieżącego roku raport NIK z przeprowadzonej w ZKZL kontroli, nie pozostawia cienia wątpliwości. Liczba orzeczonych eksmisji z prawem do lokalu socjalnego gwałtownie rośnie. Pod koniec 2009 roku było takich przypadków 1548, do końca marca 2011 roku liczba ich wzrosła do 1922, a dziś, w marcu 2012 roku, ma ich być już ok. 2600. Oprócz brutalnych eksmisji na bruk, konsekwencją braku wystarczającej liczby lokali socjalnych do zaspokojenia tego typu potrzeb,  była – jak czytamy w raporcie NIK – „konieczność wypłacenia przez Miasto Poznań odszkodowań właścicielom lokali zajmowanych przez osoby, wobec których orzeczono eksmisję…” Pochłonęły one od stycznia 2009 roku do końca marca 2011 roku 16,4 mln złotych, w tej kwocie aż 1,9 mln. złotych stanowiły koszty sądowe (i zastępstwa procesowego), a ponad jeden milion złotych odsetki. Dość wąskie grono właścicieli kamienic (mieszkań) i ich prawników zainkasowało równowartość połowy wypłaconych w tym samy okresie przez miasto tzw. „dodatków mieszkaniowych” (ok. 30 mln. zł.), które trafiają do wielu tysięcy potrzebujących rodzin. Jarosław Pucek zdołał na ten „strukturalny” problem zareagować na poziomie minimalnym. Stosunek liczby zawartych umów najmu lokalu socjalnego w ramach realizacji ww. wyroków, wynosił rocznie w ostatnich latach raptem 1-2%.

Do tego przez ostatnią zimę liczba osób (rodzin), wobec których sąd orzekł eksmisję bez lokalu socjalnego, tylko w zasobach komunalnych, wzrosła z 300 jesienią do 430 obecnie. ZKZL może oczywiście udawać, że skoro sąd był na tyle dobry, że nie przewidział w tych przypadkach mieszkania socjalnego, to tym lepiej dla miasta. Jest to jednak – nawet z perspektywy dotychczasowej polityki ZKZL – „zysk” krótkotrwały i pozorny. Zaryzykuję hipotezę, że osoby eksmitowane do hotelu robotniczego na Torowej (czy nawet potulnie same wyprowadzające się pod presją komornika i policji z „komunalek” „gdzieś” na miasto), ostatecznie znajdą lokal w zasobach prywatnych. Ponieważ ciągle jeszcze będą zadłużone wobec ZKZL (bo eksmisja nie niweluje zaległości czynszowych), to prawdopodobnie rychło albo zasilą one grono mieszkańców przytułków i dworców, albo popadną w długi także wobec nowych właścicieli. Kamienicznicy ci z kolei uzyskają wyroki eksmisji i zadbają być może nawet, aby były to wyroki z prawem do lokalu socjalnego, który musi zapewnić miasto. Gwarantuje to, że ostatecznie będą mogli wyciągnąć rękę po odszkodowanie i w ten sposób problem dziś eksmitowanej rodziny z zasobów komunalnych „na bruk”, powróci do miasta w ciągu dwóch, czy trzech lat, tylko, że pod inną postacią: nie „socjalnego roszczenia” i wołania o godne życie, ale z tytułu potwierdzonego wyrokiem sądu prawa do własności. Włodarze miasta rozumieją (i są gotowi słuchać) jedynie język sentencji wygłoszonych przez prawników, pozostają głusi na inne argumenty. Ta sama złotówka, która mogła być wydana na pomoc socjalną, np. „dodatek mieszkaniowy”, wypłacana jest na odszkodowanie. Zamiast trafić do najbardziej potrzebujących lokatorów, trafia do właścicieli kamienic. I być może o to chodzi.

To błędne koło należałoby przerwać, ale władze miasta, a także znaczna część jego elit woli wierzyć w tłumaczenia typu „źli lokatorzy”, którzy z premedytacją „nie chcą płacić czynszów”, niż w konieczność wprowadzenia radykalnie innej polityki socjalnej. Problem polega na tym, iż części lokatorów, posiadających nikłe dochody z tytuły niestabilnego zatrudnienia i miernych zasiłków socjalnych, zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie spłacić zadłużenia, które potrafi narosnąć szybko i w sposób przez nich niekontrolowany (o odsetki i koszty sądowe, w tym zastępstwa procesowego itd.). Przy zadłużeniu przekraczającym 10 tys. złotych, lokatorzy często już nie widzą szans na spłatę. Uporanie się z zadłużeniem czy nawet opłacanie bieżącego czynszu, przestaje być priorytetem i ustępuje innym potrzebom. Co więcej, aby komornik nie mógł zająć wynagrodzenia, bywa że całe rodziny najchętniej podejmują pracę dorywczą, na umowy cywilno-prawne lub na „czarno” i tym sposobem żyją z dnia na dzień. Znam także osoby, które kończąc 18 lat odziedziczyły po rodzicach lub rodzicu długi, nie będąc ich często świadom, które nigdy nie będą mogły spłacić, co już „na dzień dobry” odpowiednio sytuuje je na rynku pracy i wobec problemów socjalno-mieszkaniowych.

Czy nam się to podoba, czy nie, dla wielu rodzin odmowa płacenia czynszu jest racjonalną taktyką przetrwania. Nie mogą poddać się dyktatowi obecnej polityki miasta, bowiem zagroziłoby to podstawom ich i tak kruchej ekonomicznej egzystencji. Traktowanie wszystkich tych osób, jako „gapowiczów” i nawoływanie to walki z nimi, wydaje się kuriozalne z wielu powodów, m.in. z tego, iż z ich taniej, oferowanej poza systemem socjalnym (ZUS) siły roboczej tak chętnie i bez oporu korzystają ci, którzy jako pierwsi wyrażają swoje poparcie dla obecnych władz miasta i ich polityki.

W ostatnim czasie, po 2008 roku, liczba osób przeżywających trudności finansowe rośnie nawet w Poznaniu, gdzie istnieją, wydawałoby się, relatywnie lepsze niż w innych miasta Polski warunki ekonomiczne. Przybyło tysiące nowych bezrobotnych i niepewnych form zatrudnienia. Między innymi za sprawą miasta wzrosły koszty utrzymania: czynsze, opłaty za energię, za gazy i cieplik, za wodę i kanalizację, wreszcie wzrosły ceny żywności. Szykują się kolejne podwyżki, jak cen biletów transportu publicznego. Nie może zatem dziwić, iż przybywa dłużników. W takich okolicznościach trudno spodziewać się, iż restrykcyjna polityka „pogromu” ferowana przez szefa ZKZL za przyzwoleniem części opinii publicznej, przyniesie spodziewane efekty. Jest co najwyżej beznadziejną próba demonstrowania siły władzy. Co dalej? Kamienie, które w styczniu poleciały na siedzibę PO w Poznaniu, nie były przypadkowe. Ale politycy i urzędnicy rządzącej partii, jak Jarosław Pucek, wolą brnąć w konfrontację. I dlatego z pewnością do niej dojdzie.

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian