"Gorączka"
Polska, 1980, reż. Agnieszka Holland
+ prezentacja książki Rafała Górskiego pt. "Polscy Zamachowcy"
Film Agnieszki Holland jest ewenementem w polskim kinie przede wszystkim dlatego, że w sposób okrutny i bezwzględny podejmuje i do tragicznego końca doprowadza "filozofię bomby". Problem przemocy, terroru, podstępu i zdrady, użytych w celu zgładzenia tyrana i zabójcy to jeden z wielkich utajonych problemów nowożytnej kultury polskiej. Wszystko w tym filmie jest zaskakujące. Agnieszka Holland opowiada dzieje jednego pocisku (z powieści Struga pod tym tytułem) w aurze gorączki, szału, okrucieństwa. (…) Jest to film w swojej przerażającej i porywającej dzikości (…) zarazem precyzyjny, jakby zimny. Bomba jest milczącą bohaterką filmu. Bojowców pociąga jej fatalistyczne piętno. (…) Prawdę mówiąc, to ona, bomba, staje się właścicielką terrorysty. (Maria Janion)
"Film, wobec którego nie można pozostać obojętnym" - tak podsumował dzieło Agnieszki Holland jeden z krytyków. Wtórowali mu inni, dodając że, "Gorączka" to najdojrzalszy film w dorobku reżyserki. Opinii tej nie podważyły nawet późnejsze światowe sukcesy "Europy, Europy" czy "Tajemniczego ogrodu". Zrealizowana w przededniu solidarnościowej rewolucji "Gorączka" jest adaptacją powieści Andrzeja Struga pt. "Dzieje jednego pocisku". Strug napisał ją świeżo po klęsce rewolucji 1905 roku, w którą - jako aktywista PPS - był mocno zaangażowany. Jego powieść to zapis przygotowań do zamachu na carskiego generała, a tytułowy pocisk jest pretekstem fabularnym do ukazania losów różnych ludzi, związanych z Organizacją Bojową PPS. Wyprodukowana w tajnej pracowni chemicznej bomba miast unicestwić wroga przynosi śmierć lub nieszczęście jej kolejnym posiadaczom. Film Agnieszki Holland nie zrywa z duchem literackiego oryginału. Posługując się historycznym kostiumem i ukazując tragiczne dzieje rewolucjonistów, reżyserka z wielką mocą ukazuje problem konfliktu między racjami idei a racjami etyki. Prezentuje świetnie zindywidualizowaną galerię ludzi zaangażowanych w walkę polityczną, gdzie odwaga miesza się z oportunizmem, szlachetność z małostkowością, a entuzjazm z wyrachowaniem. Znakomite kreacje stworzyli w "Gorączce" Olgierd Łukaszewicz jako przywódca grupy bojowców, człowiek "zimny i nieczuły, wyprawiający ludzi na tamten świat spokojnie i pedantycznie"; Barbara Grabowska w roli Kamy - niedoszłej morderczyni, która nie wytrzymała psychicznie ciążącej na niej presji (nagroda za najlepszą rolę kobiecą na Festiwalu Filmowym w Berlinie Zachodnim w 1981 roku); Adam Ferency jako naiwny i pełen dobrych intencji proletariusz oraz stawiający wówczas pierwsze kroki w zawodzie Bogusław Linda we wstrząsającej roli anarchisty Gryziaka. Ukazane w "Gorączce" skomplikowane relacje między ideologią, polityką i moralnością zyskały dodatkowe znaczenie niedługo po ukończeniu filmu. Słynny Polski Sierpień sprawił, że film Holland dawał się interpretować nie tylko w kategoriach uniwersalnych, lecz także w kontekście aktualnych przemian polityczno-społecznych. Kama, Kiełza, Leon czy Gryziak przestali być wyłącznie bohaterami ekranowej fikcji, lecz znaleźli swe odpowiedniki we współczesnym życiu.
Czy odpowiedź twierdząca na tak postawione pytanie może powstać tylko w umyśle fanatyka, który wysyłając niewiernych do piekła, gwarantuje sobie lot pierwszą klasą do rajskiego burdelu?
Książka Rafała Górskiego "Polscy zamachowcy" przywołuje zapomniane wątki walki o niepodległość Polski z okresu 1862-1945, prowadzone za pomocą bomby i rewolweru. W drobiazgowy i barwny sposób opisuje przygotowania do zamachu, jego przebieg, jak i przybliża sylwetki bojowców- w tym ich pobudki moralne. Choć sam autor wystrzega się od jednoznacznej oceny ich czynów, postacie zamachowców niejednokrotnie urzekają swą inteligencją, odwagą i poświęceniem.
"Polscy zamachowcy" są także odtrutką na nacjonalizm wciskany nam w szkołach. Jak sie dowiadujemy z lektury książki, bojownikom o niepodległą Polskę przyświecały, bowiem również inne cele- obalenie despotyzmu i wyzysku klasy pracującej, szeroko rozumiana wolność.
Rafał Górski dowodzi, że żołnierze dywersji, święcący sukcesy w walce z hitlerowskim najeźdźcą, są w prostej linii spadkobiercami tych, których cesarska propaganda nazywała niechlubnie nihilistami.
"W okresie zaborów narodził się w Polsce szczególny typ bojownika o niepodległość, który szedł do walki w pojedynkę albo z garstką współtowarzyszy, uzbrojony w sztylet, rewolwer lub bombę. Człowiek taki próbował rozpalić żagiew buntu, gdy większość społeczeństwa pogrążona była w stagnacji. Dbał o to, aby ci, których zadaniem było zwalczać bunt, nie mieli błogiej świadomości, że jedynie oni są uzbrojeni, że mogą czynić, co zechcą, i nic im za to nie grozi. Upragniony przez niego wybuch powstania narodowego nie oznaczał, że bojownik porzucał dotychczasowe zajęcie. W nowych warunkach akcje zamachowe mogły przyczynić się do wyrównywania szans w walce z silniejszym przeciwnikiem i były akceptowane przez część przywódców powstańczych.